Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
7 dni pracy. 3 tygodnie wolnego.

Pracuję tylko tydzień w miesiącu. Jak przetrwać maraton rzęsowy?
Mój kalendarz pracy zajmuje siedem dni w miesiącu. Tak, dobrze czytasz – siedem. Reszta to ja, astrologia, moja rodzina i głęboka regeneracja, na którą wcześniej nigdy nie miałam czasu. Brzmi jak fantazja stylistki, która marzy o wolności? No właśnie o tym jest ten odcinek.
Opowiadam w nim, jak od blisko dwóch lat testuję ten system na własnej skórze – i nie, to nie jest opowieść o tym, jak pięknie da się żyć, gdy pracuje się tydzień w miesiącu. To jest opowieść o tym, co ten model naprawdę kosztuje ciało, kiedy przyjmujesz 5–7 klientek dziennie, siedem dni z rzędu. Mówię wprost, co trzeba poukładać – w głowie, w grafiku i w ciele – żeby ten system nie skończył się wypaleniem już po pierwszym miesiącu, bo wierz mi, taka opcja jest bardzo realna.
Na końcu artykułu zostawiłam listę odcinków, które wspominam w tym nagraniu. Jeśli temat Cię zaciekawi, warto je odsłuchać jako uzupełnienie.
Model „tydzień w miesiącu” – co to właściwie znaczy
Cały miesiąc pracy skondensowany w siedem dni. Pozostałe trzy tygodnie to ja w innych rolach – mentorka, podróżniczka, córka, która wreszcie ma czas dla rodziców. I to nie jest tylko zmiana grafiku, tak? To zupełnie inne podejście do siebie samej jako specjalistki. Przestałam być stylistką dostępną „zawsze, na każdą prośbę”. Stałam się kimś, czyj czas jest po prostu rzadki.
Dlaczego akurat taki podział – geneza modelu
Nie wymyśliłam tego systemu, bo przeczytałam o nim w jakimś poradniku o lifestyle design. Wzięło się to z czystej logistyki mojego życia – życia między dwoma krajami. Musiałam znaleźć sposób, żeby zaopiekować się rodzicami w Polsce i jednocześnie nie stracić rentownej bazy klientek w Norwegii. Brzmi jak żonglerka? Bo to jest żonglerka. Każda podróż to dla mnie readaptacja do innej roli, innego rytmu, innej wersji siebie. Model 1/3 – tydzień intensywnej pracy, trzy tygodnie gdzie indziej – po prostu wymusiło na mnie życie, a nie teoria zarządzania czasem.
Dla kogo jest ten system, a dla kogo zdecydowanie nie
Powiem Ci szczerze: 5, 7, a czasem 8 klientek dziennie przez 7 dni w miesiącu to nie coś, co robię od początku kariery. Mam za sobą ponad jedenaście lat praktyki i bez tego stażu nawet bym o takim tempie nie myślała. Dla stylistki, która zaczyna swoją drogę, taka skala pracy to prosta droga do błędu technicznego i zniszczonego zdrowia. Więc jeśli jesteś na starcie – ten model nie jest dla Ciebie. Jeszcze.
Jak wygląda jeden dzień rzęsowego maratonu
Dwanaście godzin. Od ósmej rano do ósmej wieczorem. I wiesz co jest tu prawdziwym zasobem? Nie czas. Energia decyzyjna. Każda decyzja, którą podejmuję wcześniej, to energia, która zostaje dla rzęs, nie dla zastanawiania się, co teraz.
Harmonogram dnia – blok po bloku
Pracuję w blokach po godzinę piętnaście, góra godzinę trzydzieści na jedno uzupełnienie. Między klientkami – krótka przerwa techniczna, żadnych dłużyzn. W ciągu dnia przyjmuję pięć, sześć, siedem klientek, czasem zdarzy się ósma, a jeden slot trzymam awaryjnie, tylko na sytuacje naprawdę krytyczne. Brzmi sztywno? Jest sztywne. I właśnie dzięki tej sztywności dzień się nie rozsypuje.
Poranna rutyna, która ustawia cały dzień
Zaczynam od rozciągania – kark, kręgosłup, nadgarstki. To nie jest dla mnie relaks. To prewencja, czysta i prosta. Przygotowuję ciało na wiele godzin statycznego wysiłku, który czeka mnie przy lampie UV. Bez tego poranka cały dzień by się we mnie zemścił.
Procedura jako fundament – jak nie zwariować przy ósmej klientce
Mistrzostwo w tym fachu nie objawia się przez szybkość. Szybkość bywa po prostu chaosem. Mnie interesuje optymalny czas pracy, który wynika z automatyzmu – z tego, że dłonie wiedzą, co robić, zanim głowa zdąży o tym pomyśleć. Procedura to dla mnie świętość, która eliminuje zbędne mikro-ruchy.
Koniec z czesaniem i analizą na sucho
Standardowo zaczyna się od czesania, mycia, osobnej konsultacji. U mnie tego nie ma. Klientka kładzie się, ja od razu podklejam rzęsy dolne, a analizę stanu rzęs naturalnych robię w trakcie ściągania odrostów – nie przed. Po co marnować na to osobny blok czasu, kiedy mogę to połączyć z czynnością, którą i tak wykonuję?
Podział oka na 4 obszary
Żadnej pracy „jakoś tam”. Dzielę oko na cztery obszary i wypełniam je po kolei, sekcja za sekcją. Koniec z momentami zawieszenia, koniec z pytaniem, gdzie teraz przykleić rzęsę. Wszystko jest ustalone z góry, a ja tylko realizuję plan.
„Slow is smooth” – dlaczego spokojny ruch jest szybszy
Wiesz, co najbardziej kradnie czas? Czesanie w trakcie zabiegu. Każde sięgnięcie po szczoteczkę to pięć, dziesięć, czasem trzydzieści sekund. Pomnóż to przez kilkanaście powtórzeń i kilka klientek dziennie – wychodzi kwadrans wyrzucony do kosza. A ruchy gwałtowne, rwane? Generują błędy, które potem trzeba poprawiać, czyli tracisz jeszcze więcej. Płynny, powolny, precyzyjny ruch pęsetą jest w praktyce szybszy niż pośpiech. Tak, wiem, że to brzmi jak paradoks. Ale to działa.
Ciało jako narzędzie pracy – higiena, której nie widać na zdjęciach
Moje ciało jest moim narzędziem pracy. Jedynym. I ból nigdy nie jest dla mnie sygnałem, że trzeba sięgnąć po tabletkę – jest informacją, że coś w moim systemie ergonomicznym poszło nie tak. W modelu maratonowym regeneracja nie jest nagrodą za ciężki tydzień. Jest jego częścią, tak samo ważną jak sama procedura.
Jedzenie przygotowane na zapas – dlaczego to nie kaprys
Posiłki na cały tydzień mam przygotowane wcześniej. Żadnego zastanawiania się rano, co zjeść – to byłby kolejny szum decyzyjny, na który nie mam miejsca. Stawiam na białko i tłuszcze: jajka, skyr, owsianka. Stabilna energia, bez gwałtownych skoków i spadków po posiłku. I jeszcze jedna rzecz – kofeina tylko do dwunastej. Wypita później wciąż krąży we mnie wieczorem i rozwala mi sen, a sen jest dla mnie zbyt ważny, żeby go poświęcać dla kawy o piętnastej.
Ćwiczenie „dal-blisko” i ratowanie wzroku
Po szóstej klientce mięśnie rzęskowe oka mają już dość. Czuję to – precyzja spada, separacja trwa dłużej. Ratuję się ćwiczeniem „dal-blisko”: w każdej przerwie patrzę na przemian na coś bliskiego i na horyzont. Do tego światło dzienne, jeśli tylko mogę wyjść na zewnątrz. To prawdziwy reset dla oczu, nie żadna ezoteryka.
Sen jako część pracy, nie nagroda po niej
Osiem, osiem i pół godziny. Bez negocjacji. Krótszy sen to większe ryzyko błędu w separacji następnego dnia, a ja nie mogę sobie na to pozwolić. Sen jest dla mnie tak samo częścią procedury, jak podział oka na cztery obszary. Nie traktuję go jako dodatku, na który mam czas, jeśli zostanie.
Telefon w przerwie? Zakaz
I wiesz co, to jest dla mnie jedna z najważniejszych zasad całego tygodnia. Telefon w przerwie to ten sam ruch głową, który robię cały dzień przy rzęsach – tylko że wtedy miało być odpoczynkiem. Pochylona głowa nad smartfonem to kark obciążony tak, jakby na niego dodatkowo nałożyć kilkadziesiąt kilogramów. Więc nie. W trakcie maratonu social media odkładam całkowicie, a jeśli muszę coś sprawdzić, robię to z komputera postawionego na wysokości wzroku, na stojąco, z uniesioną brodą. Wygląda to może komicznie z boku, ale kark mi za to dziękuje.
Cena jako filtr – paradoks eksperta
Moje klientki są uzależnione od jakości. Tak to nazywam – jestem jak dobry dealer. Strach przed utratą terminu jest u nich większy niż niedogodność związana z moim sztywnym grafikiem. I wysokie ceny – u mnie cena uzupełnienia na poziomie nowego setu w prestiżowych salonach – nie są tylko po to, żeby zarobić więcej. Są filtrem. Przyciągają kobiety, które szanują mój czas, a odsiewają te przypadkowe.
Paradoks jest taki, że im mniej jestem dostępna, tym bardziej klientki pilnują terminów. Kiedy widzą, że w kalendarzu zostały dwa terminy, rozumieją też, że mają do czynienia z kimś, na kogo warto czekać. A kiedy ja sama przypominam stałej klientce, że kończą się miejsca – to nie jest akwizycja. To troska.
Plusy i wyzwania modelu „1/3”
Ten model daje mi prawdziwą wolność – trzy tygodnie na rodzinę, pasje, rozwój. Daje wyższą rentowność, bo pracuję w cenach premium. Daje głębszą koncentrację, bo wchodzę w pełen tryb skupienia, bez rozpraszania się na inne role. Ale ma swoją cenę. Choroba w tygodniu pracy rozwala budżet całego miesiąca – nie ma tu marginesu błędu. Tydzień intensywnej pracy wymaga kondycji, jakiej wcześniej nie potrzebowałam. A całkowite wyłączenie z życia towarzyskiego podczas maratonu? Czasem czuję to jako izolację, nie będę udawać, że nie.
Czy to model dla Ciebie – od czego zacząć
Zanim w ogóle zaczniesz myśleć o własnym maratonie, zadaj sobie kilka pytań. Czy Twoja technika pozwala bezpiecznie przyjąć pięć lub więcej klientek dziennie bez utraty jakości? Czy masz już wdrożony rygor snu i ćwiczenia wzroku i kręgosłupa? Czy wyeliminowałaś zbędne ruchy – to czesanie, o którym mówiłam wyżej – i przeniosłaś analizę rzęs na czas ściągania odrostów? Czy umiesz powiedzieć klientce, że cena jest filtrem jakości, bez poczucia winy w głosie? I czy masz odłożone pieniądze na wypadek, gdybyś musiała odwołać cały tydzień pracy z powodu choroby?
Nie musisz wdrażać całego systemu od razu, w pełnej skali. Możesz zacząć od jednego elementu – procedury bez wstępnego czesania, cyfrowego detoksu w przerwach albo proaktywnego przypominania stałym klientkom o rezerwacji. Każdy z tych kawałków działa samodzielnie, niezależnie od tego, czy pracujesz w trybie maratonu, czy w zwykłym tygodniowym grafiku.
Odcinki, które uzupełnią ten temat
W tym nagraniu wspominam kilka wcześniejszych rozmów, które rozwijają poszczególne wątki z tego artykułu:
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media




