Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
Jak pozyskiwać i budować bazę klientów w branży stylizacji rzęs?

Ile razy słyszałaś już to samo: pokaż się w internecie, a klienci sami przyjdą? No właśnie. Mnóstwo takich rad krąży po branży rzęsowej i, wiesz co, część z nich w ogóle nie sprzyja budowaniu dobrej bazy klientów. Takiej, która przynosi nie tylko kasę, ale i satysfakcję z pracy.
W tym odcinku podcastu dzielę się pięcioma punktami, które sobie kiedyś wypisałam i uznałam za najważniejsze — wypracowanymi przez prawie dziesięć lat pracy w Norwegii, gdzie zaczynałam od zera, nie znając tu wcześniej dosłownie nikogo. Opowiadam między innymi o błędach, za które sama słono zapłaciłam na drogich kursach, i o jednej z najpopularniejszych metod zdobywania klientów, do której mam, szczerze mówiąc, bardzo mieszany stosunek.
Listen to „#42 Jak pozyskiwać i budować bazę klientów w branży stylizacji rzęs?” on Spreaker.Podcast znajdziesz w aplikacjach
pięć zasad budowania bazy klientów
Dlaczego popularne rady o zdobywaniu klientów tak często zawodzą
Wpisz sobie w wyszukiwarkę „jak zdobyć klientów jako stylistka rzęs” i dostaniesz dziesiątki artykułów mówiących właściwie to samo: bądź aktywna w social mediach, proś o rekomendacje, pokazuj swoje prace. Wszystkie te informacje można sobie gdzieś przyjąć, coś tam w tym znaleźć. Ale ja sama, po latach budowania bazy klientów — i to takich klientów, których ja chciałam mieć — dostrzegam w wielu z tych rad coś, co wcale nie sprzyja budowaniu, w moim przekonaniu, dobrej bazy. Więc zamiast kolejnej uniwersalnej listy — pięć punktów, które naprawdę to zmieniły.
1. Nie obiecuj w internecie tego, czego nie dowieziesz na fotelu
Ja też tak zaczynałam, te siedem, osiem lat temu. Wtedy, jak schodziłam z masterów tutaj na rynek, social media były niesamowicie pomocne. Ale to, co wydarzyło się z internetem przez ostatnie lata — z social mediami, z algorytmami — sprawiło, że dziś uwaga w sieci jest po prostu towarem. Albo poświęcasz na nią swój czas i energię, albo płacisz pieniędzmi.
I jest coś, co mnie w tym wszystkim naprawdę rusza. Bardzo popularną metodą na zdobywanie klientów jest pokazywanie w internecie prac wykonanych na tzw. modelkach — czyli zamawiasz sobie panie, które mają wszystko dopięte na ostatni guzik, piękną cerę, mnóstwo czasu, i siedzisz nad taką stylizacją siedem, osiem godzin, robisz dwieście zdjęć, wybierasz najlepsze i wrzucasz w internet. I co dalej? Klient widzi, klient oczekuje. A kiedy zwykła klientka do Ciebie przyjdzie, nie jesteś w stanie obsłużyć jej w taki sam sposób — bo po prostu nie masz na to czasu ani miejsca w grafiku. Wkładasz jej w głowę obietnicę, której nie dowieziesz.
Uważam to za jedną z najgorszych rzeczy, z którymi możemy wystartować. Jestem wielką zwolenniczką prawdy — i wierzę w to, że lepiej, kiedy klientka, zanim jeszcze do Ciebie przyjdzie, już gdzieś tam coś o Tobie wie, coś o Twojej pracy. Wtedy albo przyjdzie, albo nie — ale przyjdzie świadoma, a nie z kłamstwem w głowie. Tak zanim w ogóle do Ciebie przyjdą Twoi klienci — polub ich.
2. Zbuduj świadomy obraz klienta, jakiego chcesz — i jakiego nie chcesz
Drugi punkt to zrobienie sobie mądrego avatara klienta — czyli wizji tego, kim ten klient ma być. Musisz wiedzieć, jakiego klienta chcesz. A jeżeli jeszcze tego nie wiesz, bo nie wiesz, jak to w ogóle będzie — to dobrze byś przynajmniej wiedziała, jakiego klienta nie chcesz. To jest szalenie ważne, bo w myśli jest pewnego rodzaju energia — jeżeli sobie to w głowie ułożymy, to uwierz mi, gdzieś w tym wszystkim ten klient do Ciebie trafi. Właśnie taki, jakiego chcesz.
Ważne, żebyś wiedziała, ile ten klient ma mieć lat, ile ma zarabiać, jak ma wyglądać, jakie wartości są dla niego ważne. A czego nie chcesz? Na przykład klientów, którzy nie szanują Twojej pracy, nie szanują Twojego czasu, są niepunktualni, niesłowni — bo to bardzo rozwala pracę.
I tu bardzo bym Cię prosiła o wyrozumiałość — w obie strony. Byłam kiedyś w takiej grupie na Facebooku, tak zwana czarna lista klientek w stylizacji rzęs, i tam przychodzą różnego rodzaju wpisy: że klientka się zapisała i nie przyszła, że odwołała godzinę przed bez podania przyczyny. I często widzę w tym totalny brak wyrozumiałości ze strony stylistek. A ja zawsze mówię: klient musi mieć świadomość tego, jak Ty pracujesz i czego oczekujesz. Jak on tego nie wie, no to się zdarza, że robi rzeczy, które nie są fajne. Jak człowiek robi coś raz, mógł nie wiedzieć, mógł być nieświadomy. Ale jeżeli Ty komunikujesz jasno i wprost, że są pewne rzeczy, które po prostu mi nie pasują, a ktoś robi to drugi, trzeci raz — to robi to już świadomie.
Ja na przykład zorganizowałam sobie jakiś czas temu wydłużyłam czas rezerwacji dla klientek, które do mnie wjeżdżają w godzinach, kiedy mamy duże korki — bo po piętnastej po prostu są u nas te korki. Nie chcę, żeby moja klientka przychodziła do mnie cała zestresowana, bo się spóźniła pięć, dziesięć, piętnaście minut. Chcę, żeby była nastawiona na to, że tutaj jest bezpiecznie i że będzie jej dobrze.
3. Napisz kontrakt sam ze sobą
Trzeci punkt zaliczam do bardzo ważnych, zwłaszcza w branży stylizacji rzęs — kontrakt sam ze sobą. Zastanów się nad swoimi wartościami, które mogłabyś wbudować w swoją firmę. To nadaje pewnego rodzaju kierunek, pokazuje Ci, czego w tej firmie chcesz. Kierowanie się wartościami w życiu, które generalnie mogą ulegać zmianie — ja swoje aktualizuję co jakiś czas, mam ich pięć, a na czele stoi uczciwość, bo gdzieś w moim serduszku jest to wartość nadrzędna. I czasami, jak patrzę na tę listę, po prostu wiem, w którą stronę mam iść — na co sobie mogę pozwolić, a na co nie.
Ale taki kontrakt to nie tylko wartości i nastawienie — to też liczby. Realnie: ile chcesz mieć klientów w tygodniu? Ile jesteś w stanie im zapewnić, żebyś się nie męczyła za bardzo? Bo zmęczona stylistka rzęs nie jest dobrą stylistką. Zestresowana stylistka, która się spieszy między klientkami, też nie jest dobrą stylistką — mówię to z pełną pewnością, bo obserwowałam to nieraz, i to działa w dwie strony: Ty się męczysz, klient się męczy.
Ustal liczbę godzin, którą jesteś w stanie przepracować, i liczbę klientów, jaką jesteś w stanie pozyskać. Moi klienci doskonale o tym wiedzą — że przychodzą do mnie regularnie i mają u mnie zawsze miejsce, tylko dlatego, że twardo utrzymuję się w pewnej liczbie klientów i jej nie przekraczam. Są okresy, kiedy pracuję troszeczkę więcej — jak mam trzy dni w tygodniu z klientami, to inna liczba, a jak pracuję pięć dni, no to jest tego więcej.
4. Policz swoje pieniądze, zanim policzysz klientów
I jeszcze jedna ważna rzecz — kasa. Bo kasa jest bardzo ważna, i powiem Ci tak: zawsze na moich szkoleniach, jak pracuję z dziewczynami na konsultacjach, zaczynam od finansów. Czy jesteś na to przygotowana? Czy masz to wszystko policzone? Bo jeżeli nie masz — to nie jesteś w stanie tak po prostu założyć „więcej klientów, więcej zarobków”. Musisz znać te liczby.
Robiłam kiedyś przy konsultacjach tabelki dla jednej firmy, bo kompletnie nie miała świadomości, ile zarabia na kliencie — na tej roboczogodzinie. Po prostu nie miała pojęcia. A trzeba policzyć wszystko: koszty czasowe i finansowe. Nowy klient wymaga więcej czasu niż stały — pomijając, że samo pozyskanie nowego klienta też kosztuje czas. Przy stałych klientach tego czasu nie potrzebujesz, tam liczy się utrzymanie relacji.
Niestety, jeżeli nie będziesz na tym zarabiała, to się wkurzysz — bo to nie jest wcale lekka praca, wymaga profesjonalizmu i przygotowania. I w momencie, kiedy nie zarabiasz wystarczająco, zaczynasz patrzeć na swoich klientów jak na bankomaty, a to jest szalenie niedobre. Z drugiej strony pomysł, żeby zarabiać tylko coraz więcej, więcej, więcej — to też nie jest dobry kierunek. Chodzi o to, żeby to było realne.
5. Rekomendacje z serca, nie na siłę
I na koniec — rekomendacje. To one wymieniane są jako pierwsze w różnego rodzaju artykułach o zdobywaniu klientów, i oczywiście nie ma nic lepszego. Ale powiem Ci szczerze — czasami mi się rzygać chce. Jeżeli korzystam z jakiejś usługi i jest fajna, z przyjemnością mogę ją polecić. Ale bardzo nie lubię, kiedy ktoś mnie do tego w niezbyt przyjemny sposób zmusza — bo uważam, że polecenie naprawdę powinno wypływać z serca, a nie na zasadzie: nagraj mi film z poleceniem, to dostaniesz bonusik, a jak nie nagrasz, to nie dostaniesz.
Byłam kiedyś na takim kursie online — dosłownie po dwóch dniach, na samym początku, jeszcze zanim się skończył, dostaliśmy takie zapytanie o filmik z rekomendacją w zamian za bonus. No i ja pierdzielę, ale się zdenerwowałam. Dwa pierwsze spotkania były de facto dosyć dobre, ale z tego kursu zrezygnowałam — certyfikatu nie dostałam i miałam to generalnie w dupie. Ta sytuacja pokazała mi, jakie to jest żenujące. Kurs w ogólnym rozrachunku okazał się beznadziejny — nie ze względu na wartość wiedzy, tylko dlatego, że prowadząca była tak nastawiona na sprzedaż kolejnych kursów, że aż było niedobrze.
Ja nie lubię takiego zmuszania i nie czuję się z tym dobrze. Uwielbiam za to chwalić ludzi za ich pracę, doceniać ich. A same rekomendacje w stylizacji rzęs są bardzo proste — bo rekomendacją są oczy naszych klientek. Naprawdę, moje klientki zjawiały się u mnie głównie dlatego, że koleżanka przyszła do pracy i „o Jezu, co ty masz, jak ty wyglądasz”. I to działa lepiej niż cokolwiek innego. Podsłuchana kiedyś rozmowa w zakładzie fryzjerskim, gdzie klientki mówiły o mnie między sobą, kompletnie bez żadnej sztuczności — to jest chyba najlepsza forma rekomendacji, jaka istnieje.
I wiesz co jeszcze — w Norwegii jest tak, że jeśli dostajesz coś za darmo albo rabat w zamian za polecenie, musisz to oznaczyć jako reklamę. Nie da się tego obejść. A w grupie norweskich stylistek rzęs na Facebooku widziałam, jak to wygląda: ktoś pyta o jakiś produkt, a dziewczynki piszą „używam tylko tego, tylko tego, tylko tego” — o tym samym, za które akurat dostają prowizję. I żadna Ci nie powie, że to reklama. Rekomendacje czym są? Dla mnie ważna jest w nich czysta uczciwość.
Pamiętam dziewczynę, influencerkę, youtuberkę, która przeprowadziła się w moje okolice. Wcześniej miała rzęsy zrobione w ramach jakiejś wymiany za polecenie i strasznie źle to zniosła — nie były dobrej jakości. Przyszła do mnie na zabieg trochę w kontrze, sprawdzając mnie, bo dla niej rzęsy to był ból, pieczenie, kłucie. A jak otworzyła oczy po zabiegu — nie mogłam uwierzyć, jaka była zaskoczona. I później sama, bez mojej prośby, bez niczego, nagrała o tym filmik na YouTubie. Byłam z tego tak strasznie szczęśliwa i dumna. Chciałam jej dać dwadzieścia procent zniżki, bo uznałam, że skoro włożyła w to pracę — no to się jej należy. A ona odmówiła i powiedziała: nie zrobiłam reklamy, ja po prostu chciałam, żeby ludzie o tym wiedzieli. I to jest rekomendacja z czystego serca.
Nie trzeba dużo. Wystarczy zadbać o nasze panie i wypuścić je w świat pięknym, cudownym przeżyciem — i to naprawdę wystarczy. Ja sama teraz, na przykład na Wielkanoc, przygotowuję dla moich klientek takie drobne prezenty do wręczenia koleżankom — zaproszenie na stylizację rzęs w cenie VIP, którą mają moje stałe klientki. To jest po prostu dodatek do czegoś, co i tak dzieje się naturalnie.
Co dalej
Te pięć punktów to nie jest gotowa instrukcja krok po kroku — to sposób myślenia, który pozwala budować bazę klientek świadomie, zamiast gonić za każdym trendem z internetu. Jeśli czujesz, że część swojej pracy chciałabyś poukładać właśnie w ten sposób — konkretnie, w oparciu o Twoją sytuację, a nie ogólne porady z sieci — zapraszam Cię na indywidualną konsultację 1:1 online. Porozmawiamy o Twojej bazie klientów, Twoich finansach i realnym punkcie, w którym teraz jesteś. Szczegóły znajdziesz TUTAJ
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media




