Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
Mężczyzna w świecie rzęs: Karol Klonowski o gotowych kępkach, edukacji branżowej i byciu sobą

Jak wchodzisz do gabinetu Karola, to nie usłyszysz relaksacyjnej muzyki. Usłyszysz black metal. A stylistą, który za chwilę weźmie w rękę pęsetę, będzie facet z długimi włosami i brodą, w koszulce swojego ulubionego zespołu. I tak, wiem, brzmi to jak przeciwieństwo wszystkiego, czego uczono nas w tej branży.
W tym odcinku moim gościem jest Karol Klonowski, twórca marki Black Metal Lashes. Człowiek, który do stylizacji rzęs trafił kompletnie inną drogą niż większość z nas — i który ma na wiele rzeczy w naszej branży zdanie, które mnie samą zaskoczyło.
Rozmawiamy o tym, jak zbudować markę na autentyczności, zamiast dopasowywać się do schematu. O tym, co go naprawdę uwiera w branżowej edukacji. I wiesz co, próbujemy też razem rozłożyć na czynniki pierwsze temat, przy którym ja i Karol mamy zupełnie różne zdanie — gotowe kępki. Ja od lat jestem zwolenniczką kępek robionych ręcznie. On widzi to inaczej. Czy któreś z nas dało się przekonać? Tego dowiesz się z odcinka.
Jest tu też jedna historia, która brzmi jak scenariusz filmu — o klientce z escape roomie, która przyszła na rzęsy i „psychopacie” w maseczce. Zapraszam do słuchania.
Mężczyzna w świecie rzęs: Karol Klonowski o gotowych kępkach, edukacji branżowej i byciu sobą
Ta branża kojarzy się zwykle z delikatnością, pastelowym wnętrzem i relaksacyjną muzyką w tle. Ja to znam najlepiej. I właśnie dlatego Karol Klonowski, twórca marki Black Metal Lashes, tak bardzo mnie zaciekawił — bo robi dokładnie odwrotnie, i to mu wychodzi. W naszej rozmowie opowiedział o swojej drodze zawodowej, o tym, co go uwiera w edukacji branżowej, i o temacie, który dzieli nasze środowisko od lat — gotowych kępkach.
Kim był Karol, zanim wziął pęsety do ręki
Zanim Karol zaczął robić rzęsy, jego życie zawodowe wyglądało zupełnie inaczej, niż mogłabyś się spodziewać.
Budowa, kino, korporacja
Pracował fizycznie na budowie. Potem obsługiwał projektory w kinie. Później trafił do korporacji — i z niej odszedł. Miał też epizod pracy za granicą. Ta różnorodność doświadczeń ukształtowała w nim coś, co widać dzisiaj w jego podejściu do pracy — traktuje ją jako proces, który można rozłożyć na elementy i dopracować.
Escape roomy i miody pitne
Po powrocie z zagranicy Karol zajął się czymś, co jeszcze bardziej pokazuje, kim on właściwie jest — prowadził escape roomy, czyli pokoje zagadek, które sam zaprojektował i wybudował. Osiem sztuk, razem z pełnymi scenariuszami. Zajmował się też hobbystycznie miodosytnictwem, czyli wyrobem miodów pitnych. I sam mówi wprost: uwielbia tworzyć, uwielbia techniczne podejście do rzeczy. To dokładnie to samo podejście przeniósł później do stylizacji rzęs — pyta siebie „jak, gdzie, po co”, zamiast działać na wyczucie.
Pandemia, żona i pierwsza stylizacja
Momentem, który wszystko zmienił, była pandemia w 2020 roku. Żona Karola zajmowała się już wtedy rzęsami, a on sam dla frajdy ćwiczył technikę na główce treningowej w domu. I wiesz co, gdy podczas lockdownu ktoś zapytał, czy zrobiłby jej rzęsy — po prostu się zgodził. Po krótkim instruktażu żony wykonał swoją pierwszą stylizację. Zajęła mu 2 godziny i 20 minut. Kalendarz zaczął się zapełniać dzięki poleceniom klientek, a Karol — mimo że na początku traktował to jako dodatkowy zarobek — w końcu podjął decyzję, żeby sprzedać firmę od escape roomów i poświęcić się w pełni rzęsom.
Jak zareagowało otoczenie
Reakcje, jak sam przyznaje, bywały pełne zdziwienia. Karol żartuje nawet, że planował postawić słoik z napisem zachęcającym do wpłaty za wyjaśnienie, dlaczego zajmuje się rzęsami — i żałuje dziś, że tego nie zrobił, bo pewnie jeździłby teraz Ferrari. W tamtym czasie pracował jeszcze w salonie, w którym była zatrudniona jego żona. Klientki, mimo początkowego zaskoczenia, zaczęły przekazywać sobie informacje o nim pocztą pantoflową.
Black Metal Lashes — marka, która nie udaje
Marka Karola od początku wyróżniała się na tle branży, w której dominuje jednolita, stonowana estetyka. I wiesz co, to nie jest przypadek.
Muzyka na zabiegu
Podczas zabiegów Karol dopasowuje muzykę do klientki. Jeśli ktoś nie ma preferencji, leci black metal, death metal albo muzyka alternatywna — pada tu Vader, Decapitated, Behemoth. Przy gorszym dniu klientki pojawia się coś bardziej relaksacyjnego. A zdarzyło mu się też puścić Edith Piaf. To pokazuje, że mimo tego wyrazistego wizerunku marki, w codziennej pracy Karol jest znacznie bardziej elastyczny, niż mogłoby się wydawać.
Wizerunek zamiast fartucha
Karol zrezygnował z typowego dla naszej branży czarnego fartucha na rzecz swojego naturalnego wyglądu — długich włosów, brody, koszulek metalowych zespołów. Sam opowiada, że gdy żona zasugerowała kiedyś kupno bardziej „profesjonalnego” stroju, odmówił. Bo w takim ubraniu po prostu nie czułby się sobą. Zamiast tego zadbał o higienę pracy inaczej — regularnie się przebiera, pierze koszulki — ale nie rezygnuje z bycia autentycznym. I to właśnie ten wizerunek sprawił, że klientki zaczęły go szukać z polecenia, jeszcze zanim w ogóle prowadził jakiekolwiek social media.
Historia o „psychopacie” z escape roomu
Jest jedna anegdota, którą Karol wspomina z uśmiechem, i która świetnie pokazuje, jak bardzo jego dwie role zawodowe mogły się ze sobą nie kojarzyć. Klientka, która wcześniej odwiedziła jego escape room i została porządnie przestraszona przez aktora wcielającego się w rolę „psychopaty”, następnego dnia trafiła do niego na zabieg rzęs. Opowiadała mu — nieświadoma, z kim właściwie rozmawia — jak bardzo się bała w tym pokoju zagadek. Karol, w maseczce, bo to były jeszcze czasy pandemicznych obostrzeń, dopiero po chwili zorientował się, że to on był tym „psychopatą”. Wyobrażasz sobie jej minę, kiedy to wytłumaczył?
Karykatura zamiast moralizowania
W wolnym czasie Karol zajmuje się hobbystycznie tworzeniem karykatur i materiałów w duchu stand-upu. I ten sam sposób myślenia przenosi do treści o branży — świadomie przejaskrawia pewne zjawiska, żeby zwrócić na nie uwagę. Sam mówi, że jeśli na sto osób oglądających jego materiał choć kilka zacznie się zastanawiać, czy coś w branży rzeczywiście działa dobrze, to już jest dla niego sukces. Inspiracji szuka wszędzie — w sytuacjach z gabinetu, na forach, w rozmowach z klientkami.
Co Karol myśli o edukacji w branży rzęs
Tu Karol wyraża się najbardziej stanowczo. I szczerze, bardzo mi się to podobało w naszej rozmowie.
Problem jednodniowych szkoleń
Karol krytykuje model, w którym branża rozbija naukę na osobne, jednodniowe szkolenia — najpierw technika klasyczna, potem osobno 2D, 3D, Mega Volume. Jego zdaniem to podejście utrudnia rzetelne opanowanie rzemiosła, bo jedna modelka na jednodniowym szkoleniu po prostu nie daje szansy przećwiczyć wystarczająco dużo sytuacji. Uważa też, że internet, mimo ogromnej ilości dostępnej wiedzy, w dużej części nie prezentuje treści, które faktycznie coś wnoszą — jego zdaniem sporo materiałów publikowanych przez instruktorów powstaje bardziej po to, żeby budować rozpoznawalność, niż żeby naprawdę uczyć.
Jak wygląda jego szkolenie
W opozycji do krótkich kursów Karol prowadzi szkolenia pięciodniowe. Kursantka najpierw ma czas na przyswojenie teorii z nagrania, a potem przez dwa dni wykonuje w sumie cztery pełne stylizacje na modelkach, z omówieniem błędów po każdej z nich. Ja akurat prowadzę model jeszcze bardziej rozciągnięty w czasie — moje szkolenia indywidualne trwają trzy miesiące, a zmiany wprowadzam stopniowo. Różne podejścia, ale jedno przekonanie łączy nas oboje: jednodniowe szkolenie na pojedynczej modelce po prostu nie daje realnej szansy na wypracowanie umiejętności.
Mit bezpiecznych zaleceń
Karol zwraca uwagę na to, że część powielanych w branży zaleceń nie ma żadnego technicznego uzasadnienia. Jako przykład podaje popularny zakaz moczenia oczu przez 48 godzin po zabiegu — jego zdaniem kłóci się to z wiedzą o czasie polimeryzacji klejów, które dziś stosujemy. Uważa, że takie uproszczone instrukcje są powielane bez głębszego zastanowienia, skąd się w ogóle wzięły.
Dobór szkolenia to nie jest research na pięć minut
Oboje zgadzamy się co do jednego — wybór szkolenia powinien być poprzedzony dokładnym sprawdzeniem rynku, tak samo jak przy zakupie samochodu czy sprzętu do domu. A jednak wiele osób decyduje się na kolejny kurs pod wpływem trendu albo czyjejś rekomendacji, zamiast realnie zbadać, czego potrzebują i kto może im to najlepiej przekazać.
Fora, obłuda i płatne rekomendacje
Poza szkoleniami, w rozmowie pojawił się też temat uczciwości w komunikacji branżowej. I wiesz co, tu Karol nie owija w bawełnę.
Skąd bierze się „obłuda”
Karol wielokrotnie wraca do tego słowa, opisując nim sytuacje, w których ktoś w branży zachowuje się nieuczciwie wobec klientek czy kursantek, a jednocześnie na zewnątrz prezentuje się jako autorytet. Jego zdaniem, jeśli bierzesz za coś pieniądze, powinnaś działać fair — mówić wprost, gdy czegoś nie da się zrobić, i nie ukrywać ograniczeń.
Kursantka, która trafiła na nieuczciwe szkolenie
Karol wspomina, bez wchodzenia w szczegóły, sytuację jednej ze swoich kursantek, która zanim do niego trafiła, uczestniczyła w szkoleniu, na którym — jego słowami — została oszukana. Nie rozwija tego wątku, ale traktuje go jako przykład tego, dlaczego uczciwość instruktora wobec kursantek jest dla niego tak ważna.
Fora jako „komedia na dwie godziny”
Grupy branżowe, zdaniem Karola, bywają miejscem, gdzie ścierają się osoby o bardzo różnym poziomie wiedzy, a rekomendacje produktów często pochodzą od osób wynagradzanych przez konkretne marki. Ja to potwierdzam własnym doświadczeniem sprzed lat — gdy zaczynałam działać w środowisku grup rzęsowych, z rozczarowaniem odkryłam, że część tych „życzliwych porad” miała w rzeczywistości podłoże czysto komercyjne. Więc jak masz do czynienia z takimi źródłami, podchodź do nich z dystansem. Serio.
Gotowe kępki — spór, który wcale nie jest taki prosty
To był centralny punkt naszej rozmowy. I na wstępie powiem szczerze — mamy z Karolem inne zdanie, ale to nie znaczy, że któreś z nas ma rację, a drugie nie.
Argumenty Karola
Karol podkreśla wyraźnie, że nie uważa gotowych kępek za rozwiązanie lepsze od kępek robionych ręcznie. Jego zdaniem to po prostu inna metoda pracy, stojąca obok, a nie poziom wyżej. Porównuje to do wyboru między technikami, które pojawiały się w historii branży — od stylizacji sypanej, przez technikę na pasku, po gotowe kępki jako kolejny etap tej ewolucji. I zaznacza stanowczo: gotowa kępka nie robi za ciebie rzęs. Nadal liczy się umiejętność stylisty — dobór stylizacji, styk, kierunek pracy.
Mój punkt widzenia
Przyznam się, że moim osobistym wyborem są kępki robione ręcznie. Właśnie dlatego, że to ten proces twórczy daje mi największe pole do artystycznej swobody — możliwość świadomego kształtowania nóżki, rozpiętości ramion, węzła kępki, dzięki czemu przy ograniczonej liczbie produktów mogę uzyskać bardzo różnorodne efekty. W rozmowie porównałam gotowe kępki do rosołu na kostce rosołowej. Karol odbił piłeczkę i zaproponował własną, żartobliwą hierarchię „rosołów” — z gotowymi kępkami jako bulionem — ale mimo to bronił ich jako pełnoprawnej metody pracy. Nie kupiłam tego porównania w stu procentach, ale muszę przyznać, że argumentacja miała sens.
Jak to wygląda technicznie
Jeden z konkretów, które mnie osobiście najbardziej zaskoczyły — sposób chwytania gotowej kępki jest inny niż w przypadku kępki robionej ręcznie. Kępka robiona ręcznie na pasku ułożona jest nóżką do góry. Gotowa kępka przyklejona jest do paska brzuszkiem, więc chwyta się ją od strony nóżki. Karol wspomina sytuację, w której uczestniczka jego prelekcji na zawodach w Łomiankach, po krótkim wyjaśnieniu tej techniki, zajęła wysokie miejsce w konkursie — mimo że wcześniej w ogóle nie miała kontaktu z gotowymi kępkami.
Cena i realna oszczędność czasu
Według Karola koszt pudełka gotowych kępek, z którego można wykonać kilka pełnych stylizacji, to kilkadziesiąt złotych. To więcej niż w przypadku kępek robionych ręcznie, bo produkt powstaje ręcznie w fabryce, ale różnica na pojedynczej stylizacji nie jest duża. A praca na gotowych kępkach może skrócić zabieg nawet o 20–30 minut, co przy większej liczbie klientek dziennie realnie wpływa na to, ile możesz zmieścić w grafiku.
Dla kogo to jest, a dla kogo nie
Karol jest tu bardzo konkretny. Gotowe kępki sprawdzają się przede wszystkim jako sposób na obniżenie progu wejścia do zawodu — dla osób, które chcą szybciej zacząć przyjmować klientki, albo które mimo prób jeszcze nie potrafią swobodnie tworzyć kępek ręcznie. Ale zaznacza od razu — dla stylistek z wieloletnim doświadczeniem, które kępki robią szybko i bez problemu, gotowy produkt niewiele wnosi. Niektóre stylistki, jak wspomina, łączą obie metody — z gotowych kępek korzystają przy wybranych długościach, resztę robiąc ręcznie.
Mistrzostwa, pokora i patrzenie na własne błędy
Rozmowa dotknęła też szerszego tematu — tego, jak podchodzimy do własnego rozwoju i ograniczeń.
Żona jako największy krytyk
Karol wielokrotnie wraca do roli swojej żony w jego rozwoju zawodowym. To ona uczyła go na początku i do dziś, jego słowami, pozostaje jego największym krytykiem. Uważa, że to właśnie dzięki jej ocenie zaczął pracować lepiej i szybciej.
Puchar dla kursantki
Podczas jednych z zawodów, na których Karol sędziował, okazało się, że pierwsze miejsce w niezależnej ocenie zdobyła jego była kursantka. Opisuje to jako sytuację, która go zaskoczyła i ucieszyła — bo ocena pochodziła od osób, które w ogóle nie były z nim związane.
Mistrzostwo jako proces, nie tytuł
Tu się z Karolem całkowicie zgadzam — prawdziwe mistrzostwo w naszym zawodzie nie jest czymś, co osiągasz raz na zawsze. To codzienny proces dostrzegania i poprawiania własnych błędów. Karol mówi to wprost: nie zostaniesz mistrzem, jeśli nie będziesz widzieć swoich błędów. Ja dodam do tego coś ze swojego doświadczenia — dopiero rezygnacja ze startów w mistrzostwach pozwoliła mi najbardziej rozwinąć się jako stylistce, bo mogłam w pełni skupić się na pracy z klientkami, a nie na kryteriach oceny.
Liczy się technika, nie metoda
Karol wspomina zawody Interlash, na których dopuszczono zarówno kępki robione ręcznie, jak i gotowe — z wyraźnym zastrzeżeniem dla sędziów, żeby nie faworyzować żadnej z metod. Zwyciężczynie pojawiły się w obu kategoriach. Co potwierdza jego tezę — o jakości stylizacji decyduje technika wykonania, a nie narzędzie, którym się posłużyłaś.
Facet w branży rzęs — bez wstydu
Zapytałam Karola, co powiedziałby mężczyźnie, który zastanawia się nad wejściem do tego zawodu, ale czuje się niepewnie w tak sfeminizowanej branży. Odpowiedział bez wahania — skoro kobiety odnajdują się w zawodach tradycyjnie kojarzonych z mężczyznami, jak kierowcy ciężarówek, to nie ma powodu, dla którego mężczyzna nie mógłby odnaleźć się w stylizacji rzęs. Jego zdaniem różnorodność — także pod względem tego, kto wykonuje ten zawód — wychodzi całej branży na dobre.
Co z tej rozmowy wynika dla Ciebie
Historia Karola pokazuje coś, co ja też powtarzam od lat — w tej branży nie ma jednego słusznego wizerunku ani jednej słusznej metody pracy. Jego droga zawodowa, od escape roomów po pęsety, i jego podejście do gotowych kępek jako narzędzia, a nie ideologii, pokazują jedno: warto podchodzić do własnej pracy z ciekawością i krytycznym myśleniem, zamiast bezrefleksyjnie kopiować to, co robią inni.
Jeśli temat gotowych kępek, edukacji branżowej czy budowania marki na autentyczności Cię zaciekawił, w pełnej rozmowie znajdziesz naprawdę dużo więcej — w tym historię o „psychopacie” z escape roomu i to, jak dokładnie zareagowałam na argumenty Karola na żywo.
Jeśli chcesz co dwa tygodnie dostawać takie rozmowy i moje przemyślenia o branży prosto na maila, zapraszam Cię do zapisu na Rzęsoletter. To miejsce, w którym piszę bardziej osobiście niż na Instagramie, i bez presji social mediów.
Buziaczki, pa.
Posłuchaj też
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media




