Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
Gonisz za trendami, a wciąż czujesz, że zostajesz w tyle?

Znasz to? Znowu nowy efekt. Znowu nowe szkolenie, nowe produkty. I ta myśl, która po prostu nie chce wyjść z głowy: zostaję w tyle, zostaję w tyle, bo ciągle czegoś nie umiem.
W najnowszym odcinku podcastu zastanawiam się razem z Tobą, czy można przez rok nie dodać do oferty ani jednej nowej stylizacji, a mimo to być coraz lepszą stylistką. I po czym właściwie miałabyś to poznać. Opowiadam Ci też o czasach, kiedy jeździłam na mistrzostwa, wygrywałam je i byłam przekonana, że ja to w ogóle wiem wszystko najlepiej. Aż moje klientki powiedziały mi coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Posłuchaj pełnego odcinka poniżej..
Rozwój stylistki rzęs bez pogoni za trendami, czyli jak znaleźć własny kierunek
Od razu Ci powiem: to nie będzie tekst przeciwko nowościom. Nie chcę Cię zatrzymywać w rozwoju, naprawdę nie. Chcę Ci pokazać z jednej strony tę ciemną stronę gonienia za trendami, a z drugiej strony rozwój, w którym nie musisz biec za każdą nowinką, a jednocześnie zostajesz otwarta na nowe rzeczy. I przede wszystkim chcę Ci przynieść trochę spokoju. Żebyś wiedziała, czemu warto poświęcić uwagę, ale bez tego napięciowego poczucia, że ciągle robisz za mało.
Rolka z 2016 i 2026 roku, czyli skąd bierze się to napięcie
Jest taka rolka, która ostatnio hula w trendach. Siedzi sobie stylistka rzęs, jest 2016 rok, i pyta klientkę: klasyczne, light volume czy volume? Po czym ta sama stylistka siedzi w 2026 roku i zaczyna wymieniać: klasyczne, arabic lashes, wet look, anime lashes, manga lashes, wispy lashes, lami effect, lash lift effect… I to się praktycznie nie kończy.
Oczywiście nie wszystko z tej listy jest nowością, tak? Część to stare rozwiązania pod nowymi nazwami. Ale ta rolka trafia w punkt, bo pokazuje napięcie, które pewnie znasz. Że ciągle czegoś mi brakuje. Że inne już to umieją, a ja nie.
Mistrzostwa, perfect line i kubeł zimnej wody
Wiesz co, wrócę trochę do swojej historii. Jakieś dziesięć lat temu byłam w branży może dwa, trzy lata i zaczęłam jeździć na mistrzostwa w stylizacji rzęs. Zaczęłam je wygrywać. I niestety narodziło się we mnie takie przekonanie, że jako mistrzyni to ja w ogóle wszystko wiem najlepiej.
Wtedy panował trend perfect line – rzęsy równiusieńkie, żadna rzęsa nie miała prawa wystawać z linii. I on był też wymagany na mistrzostwach. A ja, licząc na uznanie branży, na puchary, na prace, które zbierają dużo lajków, po prostu zapomniałam o moich klientkach.
Tymczasem one mówiły mi coraz częściej, że wolałyby rzęsy bardziej poszarpane, takie naturalne. Mało tego. Zaczęły przychodzić ze zdjęciami tych stylizacji wychwalanych przez branżę – czasem cudzych, czasem moich – i mówiły: takich nie chcę. Takich właśnie nie chcę!
Pamiętam to jak kubeł zimnej wody. Dotarło do mnie, że ja zaczynam pracować dla branży, a nie dla klientek.
Cieszę się, że się wtedy ocknęłam. Skupiłam się na rozwoju siebie jako stylistki i trochę odeszłam od tego branżowego wyścigu. I przestałam być, nie ukrywajmy, trochę zadufana w sobie i w moich pucharach. Nie chodzi o to, żeby całkowicie ignorować to, co dzieje się na rynku. Chodzi o to, dla kogo ja to robię. Dziś odpowiedź jest dla mnie prosta: dla klientki.
Kto korzysta na Twoim poczuciu, że umiesz za mało
Nie oszukujmy się – branża stylizacji rzęs zarabia głównie na stylistkach. Zarabianie i wspieranie stylistek powinny iść w parze i czasem naprawdę idą. Ale nie zawsze. Im więcej napięcia mają stylistki w związku z tym, że muszą wprowadzać nowości, tym więcej branża zarabia.
I nie mówię, że cała branża i że każdy. Sama jestem szkoleniowcem, więc byłoby to dość zabawne. Mówię o mechanizmie. Bo kiedy ja jestem w niepewności i w napięciu, że nie jestem dość dobra, to wiesz co? Jestem najlepszym produktem dla tej branży.
7 kosztów pogoni za trendami w stylizacji rzęs
Wypisałam sobie siedem rzeczy, które pokazują, jaką cenę płacimy za nieustanne uczenie się nowości – takich, które podsyłają nam głównie social media. Część z nich znam z własnego doświadczenia, część z pracy ze stylistkami.
1. Napięcie i poczucie, że nie jesteś wystarczająco dobra
Instagram ciągle podsyła kolejny efekt i Ty zamiast widzieć własne kompetencje, widzisz tylko braki. I trochę jest tak, że mylimy bycie na bieżąco z byciem dobrą stylistką rzęs.
Ja robię rzęsy ponad dekadę i uważam się za bardzo dobrą stylistkę. A powiem Ci, że nie jestem osobą, która łatwo nabiera pewności siebie. Nie mam pojęcia, jak według trendów powinno się robić wispy czy wet look. Pewnie je robię, tylko w ogóle nie wchodzę w to, że to są jakieś trendowe stylizacje. Naprawdę nie trzeba znać wszystkich nazw, żeby być dobrą stylistką.
Z tymi nowościami jest trochę jak z przewijaniem rolek – ekscytacja skacze, ciągle coś nowego, a zostanie przy jednej rzeczy to już jest trud. I wiesz, co sobie ostatnio uświadomiłam? Przez długi czas w głowie szykowałam się na sytuację, że przyjdzie do mnie klientka, pokaże jakiś efekt, a ja go nie umiem zrobić. I co wtedy? Taka sytuacja nigdy mi się nie przydarzyła. Ani razu. Napięcie wyprzedzało rzeczywistość.
2. Brak czasu na prawdziwe mistrzostwo
Jeżeli robisz kilka prób jakiejś techniki, nie analizujesz ich, nie dopracowujesz i od razu wskakujesz w następną, to trudno o prawdziwą biegłość. To, że masz w ofercie wiele nazw, nie oznacza jakości wykonania. A czas mamy ograniczony, ciało mamy ograniczone. Nie da się robić wszystkich nowości i jednocześnie osiągać naprawdę dobrych efektów w jakiejś technice.
3. Bałagan w procedurach
Jestem wielką zwolenniczką procedur. Wiem, wiem, brzmi strasznie nudno. Kiedy pracuję ze stylistkami, czy na konsultacjach online, czy na szkoleniach stacjonarnych, to my te procedury spisujemy punkt po punkcie. Na początku dziewczyny nie są tym zachwycone. A potem zaczynają je stosować i są w szoku, jak bardzo podnosi się jakość ich pracy.
Gonienie za trendami to ciągłe zmiany: produktów, przygotowania rzęs, sposobu aplikacji, mapowania. I kiedy nagle spada Ci trwałość, to nie wiadomo, co zawiodło, bo zmieniło się za dużo naraz. Nie ma powtarzalności, więc nie ma kontroli. A bez kontroli traci wszystko, co jest fundamentem dobrej stylizacji rzęs.
4. Brak własnego, rozpoznawalnego stylu
Z mojego doświadczenia w pracy ze stylistkami wynika jedno: warto wypracować własną estetykę, z którą klientki Cię kojarzą, zamiast naśladować to, co akurat jest modne. Własny styl to element silnej marki. Bez niego, wiesz co, każdy może Cię zastąpić. I uwierz mi, nie trzeba robić wszystkiego – jak to wygląda u mnie, opowiem Ci trochę niżej.
5. Wydatki bez pewnego zwrotu
Kolejne szkolenie, kolejne rzęsy, kolejne akcesoria, kolejne produkty. Kupione, zanim w ogóle sprawdzisz, czy klientki tego chcą i czy będą z tego korzystać. Umówmy się: my mamy jako stylistki zarabiać, a nie ciągle wydawać pieniądze na nowe rzeczy.
Ostatnio był taki hicior totalny – arabic lashes. Do jednej rzęsy naturalnej doklejasz trzy rzęsy o różnych długościach. I ja tylko obserwowałam ten szał na grupach rzęsowych i na rolkach. „Mam super metodę, skomentuj, to Ci wyślę, ale najpierw mnie zaobserwuj.” Mnóstwo osób na tym skorzystało i finansowo, i zasięgowo. Śmiałam się, bo pomyślałam: kochana, poczekajmy. Zobaczmy, czy taki trend w ogóle się przyjmie. A przede wszystkim posłuchajmy swoich klientek. To jest podstawa podstaw.
6. Praca pod Instagram zamiast pod klientkę
To, co dobrze wygląda na zdjęciu, i to, co dobrze się nosi, to są dwa różne światy. Jeżeli pracujesz z rzęsami dłużej, to doskonale wiesz, że robiąc stylizację, nie patrzysz tylko na to, jak klientka będzie wyglądała po zabiegu. Ty musisz z tych rzęs trochę wywróżyć, jak one będą rosły przez trzy, cztery, pięć tygodni. Żeby klientka nie miała dużych odrostów, dużych dziur, żeby modelowanie po tygodniu dalej było modelowaniem. Dużo stylizacji z Instagrama pięknie wygląda w dniu zabiegu. Ale weź zrób zdjęcie tej samej stylizacji po dwóch tygodniach. I tu jest właśnie ta przepaść.
A potem klientka przychodzi ze zdjęciem z Instagrama i mówi: ja chcę taką. Tu wchodzi komunikacja i zaufanie do Twojego profesjonalizmu. Ja nie mam problemu z tym, żeby wytłumaczyć klientce, dlaczego danej stylizacji jej nie polecam. Ale dziś nie przekonuję na siłę. Gdyby klientka się uparła, zrobiłabym jej tę stylizację – z zastrzeżeniem, że nie daję gwarancji, że przez cały okres noszenia będzie wyglądać pięknie. Taką gwarancję daję wtedy, kiedy sama dobieram stylizację. Po pierwsze do oczekiwań klientki, po drugie do realnych możliwości, które mam na jej oku.
Jeśli chcesz więcej o tym, jak social media wpływają na naszą pracę, zajrzyj do artykułu Kiedy social media niszczą Twój biznes.
7. Rozwój sterowany cudzymi bodźcami
Zamiast pytać, co poprawię w swojej pracy, pytasz: czego jeszcze nie umiem, a inne już to robią? I wtedy tak naprawdę tracisz własny kierunek. Tracisz skupienie na tym, co możesz poprawić i udoskonalić.
Możesz znać wszystkie najnowsze trendy i od lat stać w miejscu pod względem jakości pracy. Ale możesz też przez naprawdę długi czas nie wprowadzić żadnej nowości, a poprawić trwałość, czas zabiegu i to, co dla mnie jest absolutnym kierunkiem dla każdej usługodawczyni – zadowolenie klientek. Same nowości nie są złe. Chcę to bardzo mocno zaznaczyć. Szkodliwy może być przymus wdrażania ich bez sprawdzenia sensu, kosztów i wpływu na jakość pracy.
Na czym oprzeć rozwój, jeśli nie na trendach
Dobra, skoro nie pogoń za nowościami, to co? Powiem Ci jak zawsze na swoim przykładzie, bo gdybyśmy siedziały naprzeciwko siebie, pewnie oparłabym się na Twoich predyspozycjach.
Fundament, czyli technika aplikacji i uporządkowane procedury
Dla mnie fundamentem – i to nie tylko u mnie, uważam, że w ogóle – jest technika aplikacji i uporządkowane procedury. Czyli powierzchnia łączenia rzęsy syntetycznej z naturalną, odległość od powieki, kierunkowanie, budowanie kępek, oczyszczanie i przygotowanie rzęs naturalnych do zabiegu. To są fundamenty absolutne. Dopiero na nich możesz myśleć o tym, jakie stylizacje chcesz robić. Bez tego ciągle będzie czegoś brakowało.
I tu dochodzimy do klasyki. Moim zdaniem to jest w ogóle najtrudniejsza aplikacja rzęs, bo na niej widać absolutnie wszystko. Każdy kierunek, każdy element modelowania oka. Kępki i gęste stylizacje bardzo dużo ukrywają. Klasyka nie ukrywa nic.
Od dwóch lat mieszkam na dwa kraje. W Norwegii moja baza klientek jest pełna, a w Polsce buduję nową – powolutku i bez żadnych social mediów. Zaczęły do mnie przychodzić klientki, robię im stylizacje klasyczne i one są zachwycone. Z tego, co widzę, dobrze zrobiona klasyka wcale nie jest w salonach częsta. A wśród moich klientek, i norweskich, i polskich, widzę wyraźny zwrot w stronę naturalnych stylizacji. Bogu dzięki, bo ja od zawsze byłam ich wielką zwolenniczką! I wiesz co? Jak na razie każda nowa klientka w Polsce umówiła się na kolejną wizytę.
Święte trio: trwałość, sprawność i relacje z klientką
Na tym fundamencie stoi moje święte trio w stylizacji rzęs. Opowiem Ci o nim po kolei.
Pierwsza rzecz to trwałość aplikacji. Uważam ją za absolutnie obowiązkową, bo jeżeli klientka płaci mi dużo – a ja biorę dużo za rzęsy i w Norwegii, i w Polsce – to mam obowiązek zapewnić jej maksymalną trwałość. U mnie w tym momencie to jest pięć tygodni. Oczywiście u każdej klientki wygląda to trochę inaczej, bo trwałość zależy od wielu czynników. Rzęsy nie będą się trzymać jak pierwszego dnia, ale będą ładnie wyglądać. Zresztą właśnie szykuję dla Ciebie odcinek podcastu „Rzęsy na mur beton”, czyli trwałość aplikacji 2.0. Zanim się ukaże, możesz już zajrzeć do odcinka, który w tym temacie kiedyś nagrywałam: Trwałość w stylizacji rzęs – 5 nieoczywistych wskazówek dla stylistek.
Drugi element to sprawność i komfort zabiegu. Czyli tempo pracy, ale ja do tempa dokładam jeszcze komfort, bo jedno z drugim jest mocno związane. Klientka ma czekać na tę swoją wizytę co pięć tygodni, a nie traktować jej jak trzygodzinnej męczarni. Czasem się śmieję, że jestem jak taki dealer, nie?
Trzecie z mojego świętego trio to relacje z klientkami. I nie, nie mówię o tym, że mamy się przyjaźnić z każdą klientką. Myślę raczej o relacji, która jest komfortowa dla obu stron. Gdzie jest szacunek, uczciwość i szczerość. To jest dla mnie jedna z absolutnych podstaw, bo jeśli coś Ci nie wyjdzie ze stylizacją – a każdej się zdarza, mi też po tylu latach – to przy dobrej relacji klientka nie potraktuje tego jako powodu, żeby Cię zostawić.
Trzy stylizacje zamiast menu na dwadzieścia stron
Wiesz, z czym mi się kojarzy oferta stylistki? Z menu w restauracji. Nie wiem jak Ty, ale ja jak wchodzę do restauracji, gdzie karta ma dwadzieścia stron, to jestem zdegustowana. Lubię mieć wybór, ale mały. Poza tym jako nastolatka pracowałam w kuchniach restauracji koło Karpacza, więc wiem, jak to wygląda od środka. Nie mówię, że zawsze i wszędzie. Ale z mojego doświadczenia przy mnóstwie dań często są mrożonki i nic nie jest naprawdę dopracowane. A restauracje z kilkoma daniami w karcie, w tym wiele z gwiazdkami Michelin, mają te dania dopracowane, ze świeżych produktów. To zupełnie inna jakość.
U mnie wygląda to tak. Mam trzy zabiegi stylizacji rzęsami syntetycznymi, plus osobny zabieg na rzęsach naturalnych. Pracując w Norwegii, nazwałam je po angielsku. Natural Look to efekt, o którym zawsze rozmawiam z klientką, bo każda rozumie naturalność inaczej. Mam na przykład klientkę, której robię stylizację na brązowych rzęsach 0,07 w technice 2D. Ona jest tak delikatna, że ledwo ją widać, ale oko jest uniesione i twarz robi się od razu lekko zliftingowana. Dla niej to jest natural look. A dla innej klientki naturalne rzęsy to będzie efekt mocnego wytuszowania.
Daily Lashes to najczęściej wybierana u mnie stylizacja. Tłumaczę klientkom, że ona zastępuje codzienny makijaż. Pytam więc, czy robi sobie kreski, czy maluje powieki, ile razy tuszuje rzęsy. To mi mówi, jaki efekt na co dzień chce mieć. I technikę dobieram do tego, co usłyszę, i do stanu jej rzęs naturalnych. Trzeci zabieg, Supreme Lashes, to rzęsy mocne, efektowne – albo na specjalną okazję, albo dla klientki, która po prostu ma taki styl.
Zwróć uwagę, że żadna z tych nazw nie mówi o technice. Mówi o efekcie. A przecież zaczynałam jak chyba każda stylistka od oferty: klasyczne, 2D, 3D, 4D. Dziś nie chciałabym do niej wrócić. Te trzy zabiegi ugruntowały się u mnie przez jakieś trzy, cztery lata pracy. Wyszły w praniu, że tak powiem. U mnie wszystko długo zajmuje, więc nie myśl sobie, że Ty też musisz mieć to od razu.
Stylistkom, z którymi pracuję na konsultacjach i szkoleniach, proponuję, żebyśmy znalazły trzy konkretne stylizacje, dopasowane do ich zaawansowania. Jak je wybrać? Z jednej strony patrzysz na to, co Ci się podoba, bo to trochę mówi o tym, kim jesteś. A podobne często przyciąga podobne. Z drugiej strony patrzysz na to, co klientki najczęściej wybierają i chwalą. I potem zaczyna się powtarzanie i udoskonalanie. Powiem Ci szczerze: to nie jest tak ekscytujące jak wprowadzanie nowości. Trenujesz po raz kolejny kierunki, odległość od powieki, widzisz malutkie kroczki… i to tak wolno idzie.
To trochę jak z dietą. Jeśli dziś jesteś na Dąbrowskiej, jutro na keto, a pojutrze na czymś jeszcze innym, to organizm po prostu zwariuje. Konsekwencja w powtarzalności jest niezwykle ważna. Ograniczanie się to dziś w ogóle umiejętność kluczowa w życiu – trzeba coś wybrać i czasem będzie boleć. A razem z tym przychodzi coś jeszcze: akceptacja, że nie każda klientka to Twoja klientka. Jeżeli będziesz chciała obsłużyć każdą, to się zajedziesz. I żadnej takiej prawdziwej klientki mieć nie będziesz.
Po czym poznać, że się rozwijasz, skoro robisz podobne stylizacje?
Niedawno zapytała mnie o to jedna ze stylistek na konsultacjach. Jeśli robię cały czas podobne stylizacje, to po czym ja w ogóle poznam swój rozwój? Moja odpowiedź: praktykę trzeba zawsze połączyć z analizą.
Analiza pracy w kategoriach, które są dla Ciebie ważne
Wybierz kategorie, które są ważne dla Ciebie. Dla mnie to na przykład czas wykonania stylizacji, to, ile stylizacja się trzyma, i to, jak rzęsy wyglądają przy uzupełnieniu. Możesz sobie dawać nawet prostą punktację od 1 do 10. I rób to regularnie. Analiza pracy powinna być tak samo ważna jak księgowość, budżet czy otwarcie kalendarza dla klientek. To jest element pracy, tak? Przy konsultacjach często widzę, że dziewczyny w ogóle swojej pracy nie analizują.
Zdjęcia do prywatnej galerii, nie na Instagram
Zdjęcia są bardzo dobre do oceny własnej pracy, ale uwaga. To nie są zdjęcia na Instagram. Kiedy bierzesz telefon i myślisz o publikacji, robisz zdjęcie zupełnie inaczej – zastanawiasz się, ile lajków zbierze. Zdjęcie do analizy ma mieć porównywalny kąt i ten sam etap, na przykład otwarcie oka przy uzupełnieniu. Chodzi o to, żebyś zrobiła je następnym razem dokładnie tak samo i mogła ocenić, jak poszło Ci z kierunkami, z symetrią modelowania, na którym oku wykleiłaś więcej rzęs, a na którym mniej. I zanim usiądziesz do kolejnej stylizacji, wróć do tych wcześniejszych zdjęć.
Jeden błąd na raz
A co, jeśli patrzysz na swoją pracę i widzisz same błędy? Kochana, to mówi więcej o Twoich przekonaniach niż o Twoich umiejętnościach. W analizie nie chodzi o to, żebyś widziała tylko błędy, ale też to, co już poprawiłaś. Jeżeli widzisz coś do poprawy, na przykład w modelowaniu, to przed kolejną wizytą tej samej klientki zaplanuj, co tym razem zmienisz. Zrób to i sprawdź.
Oczywiście wszystko w stylizacji musi być na jakimś poziomie, na którym akurat jesteś. Ale jeśli chcesz naprawdę coś udoskonalić, wybierz sobie na dany moment jedną rzecz. Teraz pracuję nad odległością od powieki i robię 0,2 mm. Tak się to robi. Jedna rzecz, a nie wszystkie błędy naraz.
Kiedy szkolenie albo konsultacja naprawdę mają sens
Teraz zrobię sobie trochę antyreklamę. My się nie uczymy dlatego, że coś przeczytamy, zobaczymy na Instagramie albo pójdziemy na webinar. Tam zbieramy informacje. Uczymy się dopiero wtedy, kiedy te informacje wykorzystujemy w praktyce. Bardzo często spotykam dziewczyny, które wiedzą, co mają robić, tylko tego nie praktykują. I wtedy kolejne szkolenie po prostu nie ma sensu. Ja bym się nawet takiego szkolenia nie podjęła.
Kiedy więc warto sięgnąć po pomoc? Wtedy, kiedy utknęłaś. Próbujesz, a danego elementu nie potrafisz poprawić. Albo w ogóle nie wiesz, co wymaga poprawy i od czego zacząć. To jest taki moment „nie wiem, nie wiem”. Spojrzenie kogoś z zewnątrz, kogoś z doświadczeniem, może wtedy naprawdę mega szybko rozpoznać trudność. Pisałam o tym więcej w artykule Dlaczego większość z nas rozwiązuje niewłaściwy problem?. Dlatego w mojej ofercie jest też konsultacja, a nie tylko pełne szkolenie. Czasem jedna drobna wskazówka sprawia, że nagle robisz dobrych parę kroków do przodu.
I pamiętaj, to nie zawsze musi być coś płatnego. Subskrybentki mojego Rzęsolettera mają dostęp do naszej grupy „Rzęsółki” na WhatsAppie. To taka luźna grupa: ktoś ma problem, ktoś się nad czymś zastanawia i po prostu ze sobą gadamy. Nie ma tam miejsca na hejt ani na kopanie kogokolwiek. Sama zadaję tam pytania, bo mimo lat praktyki codziennie się z czymś borykam. Ale wiesz co? Nagrywam podcast, żebyś mogła mnie lepiej poznać jako instruktorkę, po czym mówię Ci, żebyś nie kupowała szkoleń. Brawo, Weronika. Biznes roku.
A jeśli chcesz próbować nowości?
To jest okej! Ciekawość, przyjemność, potrzeby klientek – to są świetne powody, żeby nauczyć się nowej techniki. Jeżeli coś przykuwa Twoją uwagę i czujesz, że tam idzie Twoje serce, to próbuj. Nie chodzi o to, żeby zamknąć się w klatce ciągłego powtarzania.
Sprawdzaj tylko, czy to wspiera Twój kierunek, czy przypadkiem nie odciąga uwagi od czegoś, co trudniej dopracować. Widzisz, że masz problem z trwałością aplikacji, a planujesz wprowadzić wet look albo anime lashes? No nie. Ja sama się na tym czasem łapię. Mam do zrobienia coś ważnego, wiem, że trzeba, a nagle muszę posprzątać łazienkę. Robię coś pożytecznego, czuję się taka produktywna, lustro wypolerowane sześć razy… a główne zadanie omijam szerokim łukiem. Nie wiem, czy Ty też tak masz. Mam nadzieję, że tak.
Samowiedza, czyli Twój własny kierunek rozwoju
Co bym chciała, żebyś najbardziej wzięła sobie z tego tekstu do swojego pięknego rzęsowego serduszka? Przede wszystkim to, że możesz świadomie wybierać, czego się uczysz.
Ogromną wartością jest samowiedza. Czyli wiedza o tym, kim jesteś, w jakim kierunku idziesz, jak chcesz być rozpoznawalna na rynku i co jest dla Ciebie ważne. Często biorę te tematy na konsultacjach i szkoleniach z dziewczynami i to robi niesamowitą robotę. Bo daje kierunek. I pozwala być asertywną – nie w sensie mówienia „nie”, tylko mówienia „tak” i „nie” w zgodzie ze sobą.
Drogą do mistrzostwa – nie mówię o mistrzostwach w stylizacji rzęs, tylko o byciu w czymś naprawdę dobrą – jest dla mnie praktyka, analiza, zauważanie postępu i doskonalenie jednego elementu na raz. To moje podejście. Absolutnie nie uważam go za jedyne słuszne na tym świecie. Po prostu mi służy. A ja dzielę się nim po to, żebyś mogła sprawdzić, czy służy też Tobie.
Czujesz, że gdzieś utknęłaś i sama nie widzisz, co poprawić? Na 90-minutowej konsultacji online 1:1 skupiamy się tylko na Twojej sytuacji: szukamy, gdzie naprawdę leży problem, i ustalamy, co konkretnie możesz zmienić w swojej codziennej pracy. Bez gotowych schematów. Sprawdź konsultację online 1:1.
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media




