Posłuchaj mojego podcastu!

O czym tym razem?


Kiedy social media niszczą Twój biznes

PUBLIKACJA Z DNIA
23 września 2026

Weszła do mnie ostatnio klientka z tak pięknie zrobionym permanentnym makijażem brwi, że aż spytałam, kto jej to zrobił, bo chciałam zobaczyć Instagram tej osoby. I usłyszałam, że ona nie ma Instagrama. Bo jest po prostu na tyle dobra, że go nie potrzebuje.

To zdanie zostało ze mną na dłużej, naprawdę. Ten temat bujam w sobie już jakieś trzy lata i w końcu przyszedł moment, żeby go nagrać. W najnowszym odcinku mówię wprost, dlaczego presja bycia wszędzie w social mediach może szkodzić Twojemu biznesowi bardziej, niż mu pomagać.

Posłuchaj, a poniżej rozwijam najważniejsze wątki.

https://youtu.be/gYjF6ePHEFM

Czy martwy Instagram naprawdę oznacza martwy biznes?

W branży rzęs powtarza się to zdanie bezrefleksyjnie: martwy Instagram to martwy biznes. Nie będę Ci tutaj mówić, że social media są złe — sama ponad dekadę temu zbudowałam markę w Norwegii właśnie dzięki nim. Chcę Ci pokazać drugą stronę, o której się nie mówi.

Czego nie widzisz w internecie, czyli błąd widoczności

W internecie widzimy głównie te biznesy, które rozwijają się przez internet. Tak to po prostu działa. Stylistki z pełnym grafikiem, budowanym latami z poleceń, są w tej przestrzeni po prostu niewidoczne — i ta niewidoczność zostaje błędnie odczytana jako dowód, że one nie istnieją. A one istnieją, i to całkiem nieźle sobie radzą.

Jak zmieniło się moje podejście do social mediów

Kiedyś je kochałam. Byłam pierwsza przy każdej nowości, testowałam formaty, zanim jeszcze były modne. W trakcie pandemii coś zaczęło się zmieniać. Zauważyłam u siebie to samo, co poczułam kiedyś w Chinatown w Bangkoku — miejscu pełnym dźwięków i świateł, gdzie nawet nieba nie widać przez gęstwinę kabli. Długie przebywanie w social mediach zaczęło mi się kojarzyć dokładnie z tym samym przebodźcowaniem.

Kto przekonuje stylistki, że muszą publikować?

Zanim uwierzysz, że bez Instagrama Twój biznes przestanie istnieć, zapytaj, komu tak naprawdę na tym zależy.

Szkoleniowcy od social mediów

Ich model biznesowy opiera się na uczeniu Cię, jak budować widoczność. Nie mówię, że to źli ludzie — mają swój biznes i realnie pomagają wielu osobom. Ale warto pamiętać, że mają w tym swój interes.

Platformy i twórczyni jako darmowa pracownica

Dla platformy jesteś dostawczynią treści, uwagi i danych, na których ona zarabia. Ty zarabiasz dopiero wtedy, kiedy to naprawdę przekłada się na klientki albo sprzedaż.

Usługodawczyni to nie twórczyni internetowa

Prowadząc własny biznes, wchodzimy w milion ról naraz — marketingu, księgowości, obsługi klienta. Nie oznacza to jednak, że musisz wchodzić w rolę twórczyni internetowej tylko dlatego, że robisz rzęsy.

Trzy role, które branża miesza

Usługodawczyni zarabia na pracy z klientką w fotelu, jej celem jest pełny, lokalny grafik. Twórczyni internetowa zarabia dzięki uwadze odbiorców, więc potrzebuje zasięgów. Edukatorka albo osoba sprzedająca produkty online potrzebuje docierać do rynku spoza swojej okolicy. Trzy różne gry, a branża każe nam grać we wszystkie naraz.

Publiczność na Instagramie, społeczność na WhatsAppie

Na Instagramie mam publiczność. Tak to nazywam i tak to widzę. Prawdziwą społeczność mam w dwóch grupach na WhatsAppie — jednej dla stylistek rzęs, drugiej związanej z moją platformą astrologiczną. Tam dzieje się prawdziwa wymiana. Nie w komentarzach pod rolką.

Sukces nie musi oznaczać marki osobistej

Dla jednej osoby sukcesem będzie duża firma. Dla drugiej — spokojny grafik, wolne popołudnia i czas na regenerację. Definicji sukcesu jest tyle, ile osób, które go definiują. Żadna narzucona z zewnątrz wersja nie musi być tą Twoją.

Ile naprawdę kosztuje „darmowy” marketing?

Social media nazywa się darmowym marketingiem, ale rachunek, który za nie płacisz, jest wysoki. Płacisz czasem, uwagą, energią i swoim układem nerwowym.

Koszty psychiczne

I tu zaczyna się coś, co znam też z własnego doświadczenia. Najpierw przychodzi poczucie, że robisz za mało — bo ciągle pojawia się nowy format, nowy trend, coś, czego jeszcze nie ogarnęłaś. Potem, kiedy akurat nie publikujesz, zamiast ulgi pojawiają się wyrzuty sumienia, jakbyś zaniedbywała jakiś obowiązek. Do tego dochodzi porównywanie swojego zaplecza z cudzą wystawą, bo przecież widzisz tylko wygładzoną wersję cudzej pracy, nigdy jej kulis. Napięcie, czy post „zażarł”, potrafi towarzyszyć Ci cały dzień. A jak znikniesz z sieci na weekend, w głowie pojawia się cichy lęk, że po powrocie już Cię tam nie będzie.

Do tego wszystkiego praca nigdy się naprawdę nie kończy, bo zawsze można jeszcze coś dodać, poprawić, zaplanować. Każda taka decyzja — jaki format, jaka treść, kiedy publikować — zabiera tę samą energię, której i tak potrzebujesz do pracy z klientkami. A jeśli dołożysz do tego życie podzielone na to, co przeżywasz naprawdę, i to, co nadaje się do pokazania, to zaczynasz rozumieć, dlaczego ten „darmowy” marketing wcale darmowy nie jest.

Przebodźcowanie i rozproszona uwaga

W mojej pracy widzę, że nadmiar bodźców z social mediów odbija się na zdolności do skupienia. U siebie zauważyłam to nawet przy prostych, codziennych czynnościach — odkurzając, głową byłam już w sklepie, a w sklepie myślałam o czymś zupełnie innym. Praca nad uważnością pokazała mi, że to nie jest coś, czego nie da się zauważyć ani nad czym nie można popracować. Znam też drugą stronę — stany głębokiego skupienia. Kiedy robiłam spersonalizowane księgi lunacji, potrafiłam pracować kilkanaście godzin w jednym rytmie, bez rozpraszania. To pokazuje, że koncentracja to zasób, o który trzeba dbać, a nie coś, co po prostu mamy albo nie.

Koszt dla ciała, czyli narzędzia Twojej pracy

Twoim narzędziem pracy nie jest tylko pęseta. Są nim też Twoje oczy, dłonie, nadgarstki, kark i kręgosłup. Kiedy po kilku godzinach pochylania się nad klientką bierzesz do ręki telefon, dokładasz dokładnie to samo obciążenie do ciała, które już oddało swoje zasoby. Ja osobiście nie używam telefonu w przerwach między klientkami — mam do tego komputer na wysokim biurku, dzięki czemu mniej obciążam kark i nadgarstki.

Koncentracja jako najdroższe narzędzie stylistki

Zdolność do spokojnego skupienia się na jednej osobie przez półtorej, dwie godziny — to jedno z najpotężniejszych narzędzi w tej pracy. Jak telefon leży w zasięgu wzroku, a myśli uciekają do statystyk czy opisów, ta uwaga jest rozproszona. I klientka to czuje, tak?

Kiedy content wchodzi między Ciebie a klientkę

Stylizacje pod algorytm, nie pod pracę salonową

To, co dobrze wygląda na rolce, bardzo często nie sprawdza się w codziennej pracy z klientką. Sama brałam udział w mistrzostwach stylizacji rzęs i wygrywałam w kategorii ekspert. Z perspektywy czasu widzę, jak to się przekładało na moją pracę z klientkami — stylizacje „na mistrzostwa” oznaczały na przykład 100% wypełnienia rzęs, co w codziennej pracy salonowej bywa błędem technicznym, obciążającym naturalne rzęsy klientki.

Klientka czy content?

Problem zaczyna się wtedy, kiedy wizyta klientki odbywa się przy okazji robienia contentu, zamiast content powstawać przy okazji wizyty. Jeśli uwaga stylistki idzie w stronę telefonu, światła i ujęcia, a nie w stronę osoby na fotelu — to wpływa na jakość obsługi. A to później przekłada się na liczbę powrotów i poleceń.

Co naprawdę zapełnia grafik?

Norwegia sprzed dziesięciu lat i drugie studio w Polsce dziś

Ponad dekadę temu budowałam markę w Norwegii przez social media, bo byłam w obcym kraju i nie znałam jeszcze dobrze ani języka, ani rynku. Dziś, otwierając drugie studio w Polsce, nie robię żadnego marketingu w internecie. Zrobiłam rzęsy trzem koleżankom, poprosiłam o polecenia i grafik zaczął się powoli napełniać. Wolę klientki z polecenia — z Instagrama najczęściej przychodzą wiadomości z pytaniem o cenę, po których nie ma już dalszej rozmowy.

Z czego składa się stabilny biznes usługowy

Kiedy patrzę na to, co naprawdę trzyma mój grafik w dobrej kondycji, to nie jest żaden viralowy trend. To powroty i polecenia, czyli klientki, które wracają i przyprowadzają kolejne. To wizytówka Google i strona internetowa z aktualnym cennikiem, które pracują, kiedy ja akurat pracuję z kimś na fotelu. To lokalna rozpoznawalność, czyli po prostu bycie miłą i konsekwentną osobą w codziennych kontaktach. I to jasna specjalizacja połączona z łatwą rezerwacją oraz dobrą obsługą po zabiegu, żeby klientka wiedziała, że może na Ciebie liczyć nie tylko podczas wizyty. Żaden z tych elementów nie zniknie, kiedy platforma znowu zmieni algorytm.

Instagram jako wizytówka, nie drugi etat

Brak aktywnego Instagrama to nie to samo, co brak marketingu. Konto może być po prostu estetyczną wizytówką z portfolio i cennikiem — bez codziennej obecności.

Zanim zdecydujesz, czy Instagram jest dla Ciebie

Zamiast czterech osobnych punktów, zadam Ci to jako jedno pytanie z kilkoma odsłonami, bo tak naprawdę to jest jedna rozmowa z samą sobą. Zastanów się, czy naprawdę potrzebujesz nowych klientek, czy może wystarczyłoby po prostu podnieść ceny. Sprawdź, kim są Twoje obserwatorki — potencjalnymi klientkami czy głównie innymi stylistkami, które i tak nigdy nie usiądą na Twoim fotelu. Policz uczciwie, czy czas poświęcony na content przekłada się na realne rezerwacje, czy działa raczej jak drugi, niepłatny etat. I na koniec zapytaj samą siebie, czy chcesz być twórczynią internetową, czy tylko boisz się, co się stanie, jeśli znikniesz.

Czy Instagram pracuje dla Ciebie, czy Ty dla niego?

Nie namawiam Cię do usuwania konta. Namawiam Cię do sprawdzenia, czy to narzędzie rzeczywiście Ci służy, czy tylko zabiera zasoby, które mogłabyś przeznaczyć na pracę z klientkami i na siebie. Jeśli czujesz, że potrzebujesz uporządkować swój sposób pracy — nie tylko w temacie social mediów, ale całego rytmu, w jakim prowadzisz swój biznes — zapraszam Cię na indywidualną konsultację. Porozmawiamy o Twojej sytuacji i wspólnie zobaczymy, co realnie zmienić

SPRAWDŹ INDYWIDUALNE SZKOLENIE ONLINE

Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!

Bywam w social media

Zapisz się na rzęsoletter!

Sprawdź, co dla Ciebie przygotowałam!

Bez spamu, tylko wartościowa treść – bądź na bieżąco i rozwijaj swoją karierę!

Zapis na rzęsoletter