Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
Co zrobić, by klientka chciała wrócić? Sekret udanej pierwszej wizyty

Pierwsza wizyta nowej klientki w gabinecie rzęs – jak sprawić, żeby została z Tobą na lata
Wiesz co, chyba każda z nas to przerabiała. Przychodzi nowa klientka, zabieg wychodzi technicznie perfekcyjnie, rzęski leżą jak trzeba, a ona… już nigdy nie wraca. I wtedy zaczynamy szukać winy w technice. W wachlarzu, w klejeniu, w doborze objętości. A ja mam dla Ciebie złą i dobrą wiadomość naraz: problem najczęściej wcale nie leży w technice.
W tym odcinku podcastu mówię o tym, co moim zdaniem naprawdę decyduje o tym, czy klientka zostaje z Tobą na lata, czy ląduje z powrotem w Google, przeglądając kolejne salony. Od razu Ci powiem – nie usłyszysz tu o ankiecie zdrowotnej. To akurat każda z nas ma z kursu bazowego i nie muszę Ci tego tłumaczyć. Usłyszysz za to siedem rzeczy, które w tej ankiecie się nie mieszczą, a które robią, moim zdaniem, największą różnicę.
Posłuchaj całego odcinka – a pod nim rozwijam Ci każdy z tych punktów, żebyś mogła to sobie od razu poukładać pod swój gabinet.
Słuchaj podcast w ulubionym miejscu
Dlaczego pierwsza wizyta decyduje o wszystkim
Technika jest ważna, nie neguję tego. Ale sama technika nikogo jeszcze nie zatrzymała na lata. O tym, czy klientka wróci, decyduje całe doświadczenie – to, jak się do niej mówi, jak się ją traktuje od progu i czy wie, czego może się od Ciebie spodziewać. To są rzeczy, które wypracowałam sobie przez ponad 10 lat pracy z klientkami – najpierw w Polsce, teraz też w Norwegii.
1. Pierwsze sekundy, które przełamują lody
To, co dzieje się w pierwszych minutach wizyty, ustawia całe spotkanie. Nie rzucaj więc od razu „proszę usiąść”. Zapytaj coś prostego – czy łatwo było do Ciebie trafić, czy nie było problemu z parkowaniem. I wiesz co, to nie jest tylko uprzejmość. Jeśli klientka wspomni, że miała problem, to dla Ciebie informacja, że trzeba poprawić instrukcję dojazdu.
Druga rzecz – odbierz od niej kurtkę i powieś na porządnym, drewnianym wieszaku. Nie wskazuj krzesła, na którym ma ją zostawić. Taki mały gest, a sprawia, że gabinet przestaje być punktem usługowym, tylko staje się miejscem, gdzie ktoś naprawdę się nią zaopiekował. Absolutne złoto.
2. Skąd ona o Tobie wie – informacja, która jest złotem
Kolejne pytanie, o które zawsze pytam: „Jak do mnie trafiłaś?”. I to jest naprawdę marketingowe złoto. Reklama na Facebooku, wizytówka Google, polecenie – to konkretna informacja, dzięki której wiesz, co u Ciebie w ogóle działa, a co możesz sobie odpuścić.
I wiesz co, polecenia mają tu dodatkową wartość, bo działa zasada: podobne przyciąga podobne. Klientka, która przychodzi z polecenia, zwykle ma podobny styl życia i podobne oczekiwania do osoby, która ją poleciła. Więc jeszcze zanim usiądzie na fotelu, Ty już masz sporo do przewidzenia.
3. Zanim cokolwiek powiesz, ona już Cię ocenia
Zanim w ogóle dotkniesz pęsety, klientka już zdążyła Cię ocenić wzrokiem. Nie szata zdobi człowieka, powiem Ci szczerze, ale w tym konkretnym kontekście – zabiegu na jej twarzy – warto wyglądać odpowiednio. Biały, wyprasowany fartuch, białe buty, uporządkowana fryzura, wyprostowana postawa. To buduje poczucie, że jesteś profesjonalistką, a nie że trafiła przypadkiem.
To samo dotyczy przestrzeni. Minimalizm w gabinecie to nie estetyka dla estetyki – to sterylność i brak rozpraszaczy. I szczerze mówiąc, to działa w dwie strony, bo Tobie też pozwala się w pełni skupić na precyzyjnej pracy.
4. Czyje potrzeby tu realizujesz – jej czy swoje
I tu dochodzimy do rzeczy, którą sama musiałam sobie poukładać. Kiedyś myślałam, że to ja, jako specjalistka, wiem lepiej, jak uformować oczy klientki. Dzisiaj jestem w zupełnie innym miejscu – jestem tu po to, żeby zaspokoić jej potrzeby, a nie swoje, jako stylistki, która „wie lepiej”. To nie jest zdrowe podejście, choć naprawdę wiele z nas przez to przechodziło. Ja też.
Pytaj więc o wcześniejsze doświadczenia ze stylizacją, o to, co się podobało, a co nie, o codzienny makijaż – czy używa eyelinera, czy woli naturalny wygląd. Spójrz też na całość – styl ubioru, biżuterię, fryzurę. A jeśli kondycja jej naturalnych rzęs nie pozwala na wymarzony efekt, na przykład mocne „kocie oko” przy słabych rzęskach w zewnętrznym kąciku – powiedz jej to uczciwie. Wytłumacz, że przeciążony kącik może opaść, a rzęsy szybciej wypadną. Ale decyzję zawsze zostawiam jej. To ona tu rządzi, nie moje ego.
5. Zasady gry na łóżku zabiegowym
Zanim zaczniesz zabieg, powiedz jej prostym językiem, jak on będzie wyglądał i ile mniej więcej potrwa – zwykle to 1,5 do 2 godzin. To buduje spokój, a spokojna klientka to dla Ciebie też łatwiejsza praca.
Sam zabieg to jej czas – jedyny moment, kiedy naprawdę może się położyć i wyłączyć ze wszystkiego. Kocyk, woda, możliwość wyjścia do toalety, wybór muzyki. Ale jednocześnie – i to jest ważne – od razu ustal zasadę ciszy. Rozmowa powoduje, że oczy się delikatnie uchylają, a wtedy opary kleju medycznego dostają się do środka, co grozi pieczeniem i łzawieniem, no i dodatkowo wydłuża Ci czas pracy i obniża trwałość. Kiedy klientka rozumie, skąd bierze się ta zasada, naprawdę chętnie się jej trzyma.
6. To, czego nie oferuje prawie nikt
Nie spotkałam się jeszcze z wieloma salonami, które oferują pełną gwarancję na trwałość aplikacji. Ja mogę sobie na to pozwolić – ze względu na doświadczenie, technikę i po prostu dlatego, że wiem, co robię. U mnie to 3 tygodnie. Ale mówię klientce wprost, że na retencję wpływają też czynniki, na które ja nie mam wpływu, jak choćby cykl hormonalny.
Dokładam do tego szampon do rzęs i szczoteczkę w cenie usługi. Bo to pokazuje, że za ceną stoi coś więcej niż sama aplikacja – i szczerze, to naprawdę pomaga uzasadnić wyższą cenę.
7. Uzupełnianie? To najpierw sprzątanie
Uzupełnienie nie polega tylko na doklejeniu nowych rzęsek. Ja to nazywam sprzątaniem w rzęsach – najpierw ściągamy odrosty, czyli rzęsy, które odsunęły się od powieki wraz z naturalnym cyklem wzrostu. I klientka musi to zrozumieć, bo wtedy inaczej patrzy na regularne wizyty.
I proszę, nie szukajmy u wujka Google, jak samodzielnie ściągnąć rzęsy w domu, bo on Ci powie, żeby zalać je olejem. A nowe kleje w ogóle na olej nie reagują – więc taka metoda niczego nie usunie, tylko zabrudzi brzeg powieki i osłabi naturalne rzęsy.
Co zrobić, gdy klientka już wyjdzie z salonu
Relacja z klientką nie kończy się w drzwiach gabinetu. Krótka wiadomość po wizycie – z podziękowaniem i prośbą o opinię – to nie jest tylko paliwo do social mediów. To przede wszystkim informacja zwrotna, dzięki której możesz na bieżąco poprawiać to, co robisz.
I wiesz co, żeby to działało za każdym razem tak samo, warto spisać sobie ten cały proces jako checklistę. Wtedy każda nowa klientka – nieważne, czy masz dobry dzień, czy jesteś kompletnie zapracowana – dostaje ten sam standard.
Jeśli czujesz, że Twoje pierwsze wizyty mogłyby wyglądać inaczej, ale nie bardzo wiesz, od czego zacząć – to jest dokładnie ten temat, który najlepiej przepracować na Twoich własnych przypadkach, nie w teorii. Na konsultacji 1:1 online patrzymy razem na to, jak wygląda Twoja pierwsza rozmowa z klientką, i ustalamy, co zostawić, a co zmienić. Szczegóły i zapisy znajdziesz tutaj.
Buziaczki, pa.
Polecane w podcast odcinki:
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media
Sprawdź pozostałe tematy:
Zapisz się na rzęsoletter!
Sprawdź, co dla Ciebie przygotowałam!
Bez spamu, tylko wartościowa treść – bądź na bieżąco i rozwijaj swoją karierę!




