Posłuchaj mojego podcastu!
O czym tym razem?
Między nami dziewczynami

Siostrzeństwo, którego nie masz z urodzenia. O zjeździe kobiet, który zmienił moje myślenie
Siedziałyśmy przy stole w Karkonoszach, była równonoc, było zaćmienie słońca i była nas ósemka. I nagle na podłodze pojawił się pająk. Krzyk, ktoś wskoczył niemal na krzesło, śmiech mieszał się z paniką, a ja przez chwilę w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje – bo dopiero co dołączyłam do rozmowy, zaskoczona tym, co dziewczyny dla mnie przygotowały.
Zapamiętałam ten moment nie dlatego, że pająk był groźny. Zapamiętałam go, bo pokazał mi coś ważniejszego: jak wygląda prawdziwa, nieuczesana bliskość między kobietami. Bez pozy, bez performansu, bez „wszystko jest ok, dam radę sama”.
Tego wieczoru rozmawiałyśmy długo. O tym, czym w ogóle jest siostrzeństwo. O tym, dlaczego tak trudno nam prosić o pomoc. O tym, co robi z nami samotność, której często nawet nie nazywamy po imieniu, bo przecież mamy pełne kalendarze, pełne lodówki i włączony telefon.
Nie zdradzę Ci tutaj wszystkiego, co wtedy padło przy tym stole – bo część z tego naprawdę warto usłyszeć, a nie przeczytać. Cały odcinek podcastu znajdziesz tutaj
Ten wpis powstał na bazie 132. odcinka podcastu „Rzęsolożka z Krainy Fiordów Nadaje”, nagranego podczas jesiennego zjazdu kobiet w Karkonoszach.
Czym właściwie jest siostrzeństwo (i dlaczego to nie to samo, co masz z urodzenia)
Słowo „siostrzeństwo” zrobiło się już trochę wyświechtane. Wrzuca się je do opisów pod zdjęciami, do haseł reklamowych, do wszystkiego, co ma brzmieć ciepło i kobieco. A dla mnie to nie jest slogan – to konkretna praktyka. Dawanie sobie bezpieczeństwa, uwagi i czasu. Nic więcej, ale też nic mniej.
Sama przez całe życie pracuję z kobietami – jako stylistka rzęs, jako osoba, która zajmuje się astrologią – a mimo to długo nie „czułam” siostrzeństwa. Nie mam biologicznej siostry i przez lata myślałam, że to coś, czego po prostu nie doświadczę. Dopiero na takich zjazdach jak ten w Karkonoszach zrozumiałam, że siostrzeństwo wcale nie musi wynikać z tego samego łona.
Siostry z wyboru – jak rozpoznajesz „swoją” kobietę w tłumie
Jedna z uczestniczek zjazdu opowiadała mi o dziewięciu siostrach, które poznała na swoim pierwszym takim wyjeździe. Nie były z nią spokrewnione. Po prostu w pewnym momencie wiedziała: to one.
I znasz to uczucie? Wchodzisz do pomieszczenia pełnego obcych twarzy, Twój wzrok zatrzymuje się na jednej osobie i coś w Tobie mówi „to ona”. Nie potrafię tego wytłumaczyć naukowo. Wiem tylko, że siostrzeństwo z wyboru to jest zupełnie inna jazda niż to, które dostajesz razem z metryką urodzenia. Nikt Ci go nie daje – Ty je budujesz, świadomie, kawałek po kawałku.
Zosia Samosia ma dość – dlaczego niezależność zaczęła nas kosztować więcej, niż daje
Przez lata uczono nas, że siła kobiety to samodzielność. Że najlepiej poradzić sobie samej, bez pytania, bez proszenia, bez pokazywania, że czegoś nie umiesz. Ja też tak miałam. I widzę to samo u wielu kobiet, z którymi pracuję – w gabinecie, na szkoleniach, na zjazdach.
Problem w tym, że ta postawa „dam sobie radę sama” kosztuje więcej, niż się wydaje. Odcina nas od ludzi, którzy chcieliby nam pomóc. A czasem – paradoksalnie – rani tych, którym odmawiamy tej możliwości.
Proszenie o pomoc to nie porażka – historia z Moniką
Kiedyś moja przyjaciółka Monika powiedziała mi coś, co zostało ze mną na długo: „Weronika, kiedy ja Ci proponuję pomoc, a Ty mi odmawiasz, to jest mi przykro. Naprawdę miło mi jest, kiedy przychodzisz i o tę pomoc prosisz”.
Zatrzymałam się wtedy na chwilę. Bo do tamtego momentu myślałam, że proszenie o pomoc to obciążanie kogoś. A to jest dokładnie odwrotnie – kiedy proszę kogoś o pomoc, daję mu poczucie, że jest dla mnie ważny i potrzebny. Robię mu dobrze. Odmawiając przyjęcia pomocy, zamykam nie tylko siebie, ale też drugą osobę.
Zmywarka pierze, Thermomix gotuje, a my nie mamy czasu na kawę z koleżanką
To jest coś, co mnie naprawdę przeraża, kiedy się nad tym zastanowię. Mamy dziś więcej urządzeń oszczędzających czas niż kiedykolwiek. Zmywarka zmywa, pralka pierze, Thermomix robi za nas nawet szoty imbirowe. Teoretycznie powinnyśmy pływać w nadmiarze wolnych godzin.
A jednak. Zamiast wyjść na spacer z koleżanką, siadamy wieczorem i scrollujemy TikToka. Zamiast zadzwonić do mamy po przepis na jabłecznik, pytamy wyszukiwarkę albo ChatGPT. Wygoda, którą sobie kupiliśmy, po cichu odcięła nas od siebie nawzajem.
Jak wyglądały „wioski kobiet” i dlaczego dziś siedzimy w kartonikach
Kiedyś kobiety funkcjonowały we wspólnocie niemal z konieczności. Wspólne pranie, wspólne wychowywanie dzieci, sąsiadka, która wpada na kawę bez zapowiedzi, bo drzwi po prostu były otwarte. Dziś mieszkamy w małych, zamkniętych mieszkaniach – takich „kartonikach obok kartoników” – i nawet spotkanie z bliską osobą trzeba wcześniej zaplanować w kalendarzu.
Nie chodzi o to, żeby tęsknić za czasami bez zmywarek. Chodzi o to, żeby zauważyć, że coś, co kiedyś działo się samo, dziś wymaga od nas świadomej decyzji i odrobiny odwagi.
Ciało pamięta brak bliskości – biologia wspólnoty
Potrzeba przynależności do grupy nie jest wymysłem, tylko czymś biologicznym, zapisanym w nas od tysięcy lat. Człowiek przetrwał, bo trzymał się stada. I mimo że dziś nie musimy już razem polować, ten mechanizm w nas nie zniknął.
Są badania nad dziećmi z domów dziecka z okresu powojennego, które pokazują coś poruszającego: mimo że dzieci miały zapewnione jedzenie i higienę, wiele z nich chorowało i umierało – z braku dotyku i bliskości drugiego człowieka. To skrajny przykład, ale dobrze pokazuje, jak głęboko w naszej biologii zapisana jest potrzeba kontaktu z drugą osobą. My, dorośli, oczywiście nie umieramy z braku spotkań z koleżanką przy kawie. Ale usychamy – powoli, po cichu, bez diagnozy.
Zanim wejdziesz w krąg, naładuj własną baterię
Tu dochodzimy do rzeczy, która moim zdaniem jest najważniejsza w całej tej rozmowie o siostrzeństwie. Nie zbudujesz zdrowej relacji z inną kobietą, dopóki nie masz uporządkowanej relacji z samą sobą.
Zawiść rodzi się z braku miłości do siebie
Czy przyjaźń przetrwa czyjś sukces? Widzę to na własne oczy – tak, jeśli obie strony mają choć trochę przepracowane poczucie własnej wartości. Jeśli nie – pojawia się zawiść, nawet jeśli nikt głośno tego nie nazwie.
Podoba mi się myślenie o tym jak o baterii samoregulacji. Kiedy jesteś naładowana, potrafisz cieszyć się cudzym sukcesem bez uszczerbku dla siebie. Kiedy jesteś rozładowana, każdy sukces innej kobiety – klientki, koleżanki po fachu, znajomej – zaczyna boleć, bo przypomina Ci o Twoim własnym niedosycie. To, co nas irytuje w innych, bardzo często jest lustrem czegoś, czego jeszcze u siebie nie przepracowałyśmy.
Przestań przepraszać za to, że żyjesz
Jest jedna rzecz, która mnie naprawdę drażni: kobiety, które przepraszają za wszystko. Za zajęte miejsce, za zadane pytanie, za samo swoje istnienie. Używamy słowa „przepraszam” jak papieru toaletowego – tak często, że przestaje mieć jakąkolwiek moc.
A przecież to słowo powinno coś znaczyć. Kiedy mówisz je bez przerwy, tracisz nie tylko jego wagę, ale też odrobinę siebie. Znam mamy, które świadomie pozwalają swoim córkom na bunt i stawianie granic już teraz – właśnie po to, żeby w dorosłości nie musiały uczyć się asertywności od zera.
Nie każdy krąg leczy – o autentyczności i rywalizacji
Uczciwie: kręgi kręgom nierówne. Zdarzają się grupy, które tylko udają wspólnotę, a w rzeczywistości żyją plotką i porównywaniem się na poziomie, który dawno powinnyśmy zostawić za sobą. Widzę to też w mojej branży – rywalizacja w konkursach stylizacji rzęs bywa daleka od zdrowego wsparcia.
Ale widziałam też coś zupełnie innego. Jedna z uczestniczek zjazdu opowiadała o zawodach Hyrox, gdzie stawała na starcie naprzeciwko koleżanek z własnej drużyny – i mimo bezpośredniej rywalizacji, wszystkie krzyczały sobie nawzajem kibicowanie z pełnym gardłem. Więc to nie jest tak, że rywalizacja i siostrzeństwo się wykluczają. Wykluczają się fałsz i autentyczność.
Jak praktykować siostrzeństwo na co dzień, bez czekania na idealny moment
Nie musisz jechać na zjazd, żeby zacząć. Możesz zadzwonić, zapytać, zaprosić na kawę. Możesz przyjąć pomoc zamiast po raz kolejny powiedzieć „dam radę sama”. Możesz przestać przepraszać za to, że o coś prosisz.
To wszystko brzmi prosto, ale wymaga codziennej decyzji. Bo łatwiej jest zamknąć się w swoim kartoniku, niż przekroczyć próg dyskomfortu i wyjść komuś naprzeciw.
Bycie w bliskich, wspierających relacjach z innymi kobietami to nie jest luksus – to coś, co naprawdę wpływa na to, jak się czujesz i jak funkcjonujesz na co dzień. Dlatego jeśli czujesz, że potrzebujesz takiego zjazdu, przestrzeni bez etykiet i osądu, w której możesz po prostu być – zapraszam Cię na kolejny zjazd kobiet, o którym więcej przeczytasz tutaj: rzesolozka.pl/wrzesien-2026. Nie jesteś w tym sama.
Buziaczki, pa.
Posłuchaj też:
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!
Bywam w social media


