Posłuchaj mojego podcastu!

O czym tym razem?


Zgoda na szczęście

PUBLIKACJA Z DNIA
25 marca 2026

Co się dzieje, gdy kilka kobiet spotyka się w kręgu

Wchodzisz do pokoju pełnego kobiet, których nie znasz. Siadasz w kręgu. I nie wiesz jeszcze, że za kilka godzin będziesz płakać obok kogoś, kogo poznałaś dwa dni wcześniej – i że to będzie najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Raz do roku spotykam się z grupą kobiet na kilka dni. Bez agendy w typowym rozumieniu, bez listy rzeczy do odhaczenia. Jest krąg. Jest astrologia. Są mapy marzeń. I jest coś, czego naprawdę nie da się opisać, dopóki się tego samemu nie usłyszy.

W najnowszym odcinku podcastu nagrałyśmy właśnie ten moment – rozmowę, która wydarzyła się na żywo, między kobietami z zupełnie różnych światów. Usłyszysz, co mówią o strachu przed oceną. O tym, dlaczego zazdrość wcale nie musi być czymś złym. I o tym, jak jedna z nich zaczęła całą tę historię od poszukiwania… kleju do rzęs.

O mapach marzeń, o „zgodzie na szczęście” i o tym, co naprawdę dzieje się w kobiecym kręgu, opowiadam w tym odcinku.


Czym właściwie jest ten zjazd kobiet

Wiesz co, ja sama czasem się dziwię, jak to się dzieje, że mogę tak siedzieć z tyloma kobietami naraz i mieć na to energię. Bo generalnie nie przepadam za ludźmi. Ale to jest zupełnie inna historia.

Raz do roku spotykam się z grupą kobiet, które wracają do mnie na kolejne edycje – niektóre były już na trzecim zjeździe, nie licząc szkolenia, na którym też się widziałyśmy. To nie jest wyjazd branżowy. Są tam stylistki rzęs, ale są i kobiety spoza tej branży – jedna z uczestniczek pracuje w transporcie. Nie łączy nas zawód. Łączy nas coś innego: chęć poznawania siebie i praca z astrologią w gronie, w którym nikt nikogo nie ocenia.

Dlaczego kobiecy krąg działa inaczej, niż myślisz

Zanim opowiem, co dokładnie się tam dzieje, muszę powiedzieć jedną rzecz o samym pomyśle na taki zjazd. Bo on wcale nie jest oczywisty.

Skąd bierze się ten lęk przed grupą kobiet

Wiele kobiet, zanim w ogóle pomyśli o czymś takim, ma w głowie jeden obraz: duża grupa kobiet to plotki, rywalizacja i ciągła ocena. Ten lęk nie bierze się znikąd. Uczestniczki wprost mówią, że czują się oceniane od dzieciństwa i ten nawyk siedzi w nich latami.

A rzeczywistość zjazdu jest zupełnie inna. Kobiety opisują to jako miejsce, w którym po raz pierwszy od dawna nie muszą niczego udawać. Mogą po prostu być sobą. Bez sprawdzania, czy zostaną ocenione.

Różnorodność, która się dopełnia, a nie ściera

Grupa jest różnorodna – inne znaki zodiaku, inne charaktery, inne zawody. I logika podpowiada, że przy takiej różnorodności musi iskrzyć, prawda? A dzieje się odwrotnie. Naturalnie wychodzi podział zadań i wzajemne uzupełnianie się. Jedna gotuje, inna sprząta, jeszcze inna po prostu je i docenia. Nikt tego nie planuje. To się po prostu dzieje.

Dobrze pokazuje to historia jednej z uczestniczek, która szukała po prostu dobrego kleju do rzęs, trafiła na mój podcast i tak znalazła grupę kobiet – mimo że sama nie pracuje w branży beauty. Szukała kleju, a znalazła coś, co ją z nami skleiło. I trzyma do dziś.

Astrologia jako wspólny język, nie temat sam w sobie

Astrologia pojawia się na zjeździe cały czas. Ale nie jako wykład, nie jako teoria do wykuwania. To raczej wspólny język, którym mówimy o sobie – „Słoneczny Byk”, „typowy Wodnik”, „Baran w księżycu”. To skrót, który pozwala szybciej się rozpoznać i zrozumieć.

Częścią zjazdu jest też praca z kołami urodzeniowymi. Uczestniczki opisują to jako jeden z bardziej intymnych momentów całego spotkania – pokazanie swojego koła to trochę jak pokazanie siebie od środka. Astrologia jest tu narzędziem do budowania bliskości. Nie głównym tematem, tylko tłem, dzięki któremu łatwiej dotrzeć do tego, co naprawdę ważne.

Mapa marzeń – proces, który nie ma nic wspólnego z listą celów

Jednym z głównych elementów zjazdu jest tworzenie tzw. mapy marzeń. I od razu ci powiem: to nie jest kolaż zdjęć pod hasło „chcę więcej”. To proces rozłożony na dwa dni, w którym liczy się zupełnie coś innego niż logiczne planowanie.

Dwa dni: najpierw wyrywanie, potem układanie

Pierwszego dnia przeglądamy gazety i wyrywamy – nie wycinamy – obrazki i słowa, które wywołują w nas jakiś impuls. Bez analizowania dlaczego. Dopiero drugiego dnia to wszystko trafia na planszę i zaczyna się układać w całość.

Dlaczego marzenia bywają tylko słowem na kartce

U części uczestniczek mapa złożona jest niemal wyłącznie ze słów, bez jednego obrazka. I bywa to frustrujące, bo trudno to od razu zrozumieć. Sens pojawia się dopiero wtedy, gdy wszystko zostaje ułożone na planszy. Jedna z uczestniczek zauważyła, że słowo, które samo wylądowało w centrum jej mapy, brzmiało po prostu: sens.

Gdzie powiesić mapę, żeby działała

Na zjeździe pada też praktyczna wskazówka dotycząca tego, gdzie trzymać gotową mapę – najlepiej w miejscu, które widzisz rano, zaraz po przebudzeniu, w tym momencie na granicy snu i jawy. To bardziej sposób myślenia o marzeniach niż twardy przepis. Każda z nas może znaleźć swoje własne miejsce.

Wstyd, ocena i zdrowa zazdrość

Pokazanie swojej mapy marzeń innym potrafi wyzwolić naprawdę duże emocje. Łzy, drżący głos. To nie przypadek.

Nie boimy się oceny innych, tylko własnej

Magda, jedna z uczestniczek, opowiedziała, że boi się powiesić swoją mapę w domu, bo mieszka z rodzicami i obawia się, że dzięki niej naprawdę ją poznają. I wiesz co, kilka kobiet zauważyło przy tym coś, co mnie samą uderzyło: to nie ocena grupy jest tu największym problemem. Największym problemem jest własna ocena – nawyk wyniesiony z otoczenia, w którym od dziecka byłyśmy stale oceniane.

Zazdrość jako drogowskaz, nie wróg

Na zjeździe pojawia się też temat zazdrości. Ale w zupełnie innym znaczeniu, niż zwykle się o niej mówi. Uczestniczki nazywają to „zdrową zazdrością”: kiedy widzisz w kimś coś, czego samej brakuje ci odwagi w sobie odkryć, to niekoniecznie musi być powód do porównywania się. To może być po prostu wskazówka, że taka droga w ogóle jest możliwa.

Zgoda na szczęście – najważniejsza lekcja tego zjazdu

Porównując swoje mapy marzeń rok do roku, widać wyraźną zmianę. Wcześniejsze mapy były pełne rzeczy dużych i materialnych – na jednej z nich pojawił się nawet konkretny samochód, który później rzeczywiście się w czyimś życiu pojawił. Nowsze mapy wyglądają inaczej. Więcej w nich potrzeb niż przedmiotów: spokoju, poczucia bezpieczeństwa, możliwości „oddychania pełną piersią”.

Tytułowa „zgoda na szczęście” to według uczestniczek punkt wyjścia dla każdej zmiany. Nie chodzi o to, żeby marzyć więcej. Chodzi o to, żeby dać sobie wewnętrzne przyzwolenie na to, żeby dobre rzeczy się wydarzyły – bez poczucia winy i bez tłumaczenia się z tego, że nam się coś należy.

Twoja kolej na krok w stronę własnego kręgu

Jeśli czytając to, poczułaś, że też chciałabyś usiąść w takim kręgu – masz okazję. Kolejny zjazd odbędzie się we wrześniu 2026 roku. Kilka dni z dala od codzienności, w gronie kobiet, z astrologią i mapą marzeń w tle. Zapisy i wszystkie informacje znajdziesz tutaj: https://rzesolozka.pl/wrzesien-2026/.

Buziaczki, pa.


Posłuchaj też:

Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji!

Bywam w social media

Zapisz się na astroletter!

astrologia konstelacje
Zapis na astroprognozę
Poznaj swój kalendarz astrologiczny!